img

img
img
img
img

Zadzwoń do nas
+48 / 500 815 470
Pon-Pt: 8:00 - 16:00



img
img
img
img

Najciekawszy blog o podróżach i nie tylko

BLOGOSFERA TRIPTELNIKÓW to blog skupiający najciekawsze teksty o podróżach, gdzie można publikować swoje przemyślenia, zdjęcia z wojaży, zadawać pytania, planować wycieczkę, a także recenzować książki podróżnicze czy przewodniki. Zamieszczane tu teksty o podróżach dotyczą nie tylko najciekawszych regionów i miast na świecie, ale również poruszają tematykę egzotycznych kultur oraz zaskakujących obyczajów. Zawierają opisy wypraw i wycieczek, interesujące fotografie, a także relacje z pobytów podróżniczych. Blog o podróżach w Blogosferze Triptelników to także mnóstwo porad, jak zorganizować udany wyjazd nawet w najbardziej odległy zakątek świata. Masz za sobą podróż do miejsca, które Cię zachwyciło lub wzbudziło dużo emocji, zauroczyło bogatą historią, zapierającym dech w piersiach krajobrazem, pozwoliło przeżyć coś niesamowitego, poznać inną kulturę, obyczaje, spróbować niecodziennych smaków i zapachów? Jaki przewodnik okazał się najlepszym kompanem w podróży, a jaki zupełnie się nie sprawdził? Posiadasz informacje, które mogą przydać się innym w podróży? To najlepszy moment, by się tym podzielić! Niezależnie od tego, czy odbywasz bliskie czy dalekie wyprawy, ta kategoria jest dla Ciebie! Skorzystaj z naszego bloga o podróżach i podziel się swoimi wrażeniami z innymi użytkownikami!

 

Dodaj swój wpis do Blogosfery Triptelników!

Pomysł na prezent! Lista prezentów Triptelnika 12

Szukasz niebanalnego, niedrogiego, rozwijającego prezentu na święta? Twoi bliscy lubią podróżować? Są kolekcjonerami? Molami książkowymi? Lubią sport? Gotowanie? Każdą wolną chwilę spędzają nad morzem? W górach? Są dla Ciebie wyjątkowi i chcesz im sprawić przyjemność? Jeżeli chociaż na jedno pytanie odpowiedź jest twierdząca, koniecznie zajrzyj na naszą listę prezentów. Szczególnie skup się na najmłodszych. Pewnie zależy Ci bardzo na tym, by dzieci dostały wszystko o czym marzą, by były radosne i szczęśliwe. Nie chcesz jednak, by ów prezent spowodował tylko chwilowy uśmiech i krótkotrwałą fascynację, a potem powędrował na półkę rzeczy niechcianych i zapomnianych? Oto podpowiedzi i inspiracje by Triptelnik!

1. KSIĄŻKI DLA DZIECI KTÓRE ROZWIJAJĄ PASJĘ, ODKRYWAJĄ TALENTY, POZWALAJĄ ZROZUMIEĆ… : nie bez powodu książki są jednym z najczęściej kupowanych prezentów na gwiazdkę. Bo jak świadomie można odmówić dziecku przyjemności czytania? Nasza TOP 10-tka:

I. Martyna Wojciechowska „Dzieciaki świata”, „Zwierzaki świata”

II. Nela Mała Reporterka Pakiet Nela cz. 6/7/8 oraz 3/4/5

III. Seria książeczek o Tupciu Chrupciu Elizy Piotrowskiej

IV. Grzegorz Kasdepke „Kuba i Buba, czyli awantura do kwadratu”

V. Seria książeczek o Lassem i Mai Martina Widmarka

VI. Rafał Witek,Monika Hałucha „Tresura pióra”

VII. Jan Brzechwa „Podróże Pana Kleksa”

VIII. Praca zbiorowa "101 dalmatyńczyków"

IX. Beata Kołodziej „Czy słowa mogą ugryźć?”

X. Leszek Talko „Niezwykłe przypadki Kunegundy Paciorek”

2. KSIĄŻKI DLA DOROSŁYCH:

I. Robert Rient „Duchy Jeremiego”

II. Cezary Łazarewicz „Żeby nie było śladów”

III. Marta Dymek „Nowa jadłonomia. Roślinne przepisy z całego świata”

IV. Anna Kamińska „Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci”

V. Zadie Smith „Swing Time”

VI. Gordon Stainforth „Fiva. Przekroczyć granicę strachu”

VII. Dariusz Kortko „Kukuczka”

VIII. Mariusz Szczygieł "Kaprysik"

IX. Dominik Szczepański „Na oceanie nie ma ciszy. Biografia Aleksandra Doby”

X. Nathan Hill „Niksy”

3. KALENDARZE NA 2018 ROK

I. Praca zbiorowa „Kalendarz National Geograhpic” (brązowy lub granatowy)

II. Anna Lewandowska „Healthy Year by Ann. Kalendarz 2018”

III. Ewa Chodakowska „ Kalendarz 2018. 365 dni z Ewą Chodakowską”

IV. Beata Pawlikowska „Kalendarz dobrych myśli 2018”

V. Praca zbiorowa „Kalendarz książkowy. Alicja w Krainie Czarów 2018”

VI. Astra „Kalendarz książkowy A5 dzienny” (różne kolory)

VII. Antra „Kalendarz Podróżnika”

VIII. Dagmara Skalska „Rok 2018 pełen magii”

IX. Jeff Kinney: „Fantastyczny kalendarz. Cwaniaczka 2018”

X. Praca zbiorowa „Kalendarz, planer biegacza 2018”

http://triptelnik.pl/pl/c/kalendarze-2018/600 

4. AKCESORIA TURYSTYCZNE MARKI TULOKO: wśród nich: stoliki podróżnicze, śpiwory, organizery z uchwytem na tablet, osłonki do samochodu z mapą, lusterko do samochodu, naklejki i mapy ścienne. Przydadzą się podczas podróży samochodem, samolotem, podczas ferii zimowych i letnich. Dzięki nim dzieci będą mogły wygodnie i bezpiecznie korzystać ze swoich zabawek, książek, kredek. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą świąteczną:

http://triptelnik.pl/pl/c/swieta-z-tuloko/598

5. MAPY I ATLASY: nieodzowne przy planowaniu wyjazdu, obmyślaniu trasy wędrówki, a także przy odkrywaniu największych tajemnic poszczególnych regionów. Dzieci wraz z dorosłymi mogą śledzić wakacyjną trasę, jeździć „palcem po mapie” i poznawać świat. Polecamy zwłaszcza tytuły: Praca zbiorowa „Wielki atlas świata (OT). Wyd. Demart”, Praca zbiorowa „Atlas gór świata. Szczyty marzeń (OT), Wyd. ExpressMap, Lucy Letherland „Atlas przygód zwierząt’, Martin Haake „Atlas miast”, Praca zbiorowa „Ilustrowany atlas świata”, Praca zbiorowa „Polska. Atlas dla Turystów 1:300 000 2017/2018”, Interaktywna mapa świata (Dumel), Interaktywna mapa Polski (Dumel), laminowane mapy miejsc z serii comfort!map, Mapa świata. Puzzle edukacyjne (Zachem)(http://triptelnik.pl/pl/c/mapy/82http://triptelnik.pl/pl/c/atlasy/83)

6. GRY, KTÓRE SPRAWDZĄ SIĘ W DOMU I W PODRÓŻY: jeśli brakuje wam wspólnych chwil, rozmów to gra idealnie się tutaj sprawdzi. Dość już siedzenia z nosem w smartfonie czas na zabawę! Polecamy zwłaszcza podróżnicze scrabble, Monopoly, Polski biznes, Ubongo, Gra Słówkomania, Bangrams, Dobble, Czacha Dymi, interaktywne mapy, puzzle. (http://triptelnik.pl/pl/c/puzzle-gry/595)

7. KOLOROWANKI, RYSOWANKI, NAKLEJANKI: dziecko najlepiej uczy się poprzez zabawę, dlatego warto sięgnąć po asortyment kolorowanek i naklejanek w postaci atlasów (np. Michałowska Tamara „Atlas świata- megakolorowanka”. Dzieci cieszą również rysowanki, naklejanki z ich ulubionymi postaciami z bajek np. „Auta 3 Kolorowanki plakatowe”, Kraina Lodu „Kreatywne Rysowanki” (http://triptelnik.pl/pl/c/dla-dzieci/84)

8. EDUKACYJNE GLOBUSY: absolutnym hitem w ofercie są globusy Polski (podświetlany i niepodświetlany) firmy Zachem. Równie dużą popularnością cieszą się globusy fizyczne i polityczne. (http://triptelnik.pl/pl/c/globusy/596)

9. ENCYKLOPEDIE: posiadamy naprawdę szeroki wybór encyklopedii: cuda świata, układ słoneczny, encyklopedia pokoju, dziejów świata, dinozaurów, zwierząt, tradycji, zwyczajów etc. Dla każdego małego naukowca znajdzie się coś interesującego. Nasz wybór padł na: Opracowanie zbiorowe „Encyklopedia przyrodnicza z płytą DVD”, Opracowanie zbiorowe „Geografia Polski”, Katarzyna Juszyńska „Encyklopedia kontynentów”, Praca zbiorowa „Świat wiedzy”, Praca zbiorowa „Encyklopedia dla dzieci”

10. POMOCE DO NAUKI JĘZYKÓW: A wśród nich: Praca zbiorowa, cykl fiszek z języka angielskiego „Czarno na białym” (Dom, Człowiek, Kariera, Podróże), Clark-Ward Terence „Żegnajcie błędy. Angielski dla Polaków”, Ewa Maria Rostek „Niemiecki z biznesie”, Joanna Mudel „Niemiecki aktywnie! Trening na 200 sposobów”, Beata Pawlikowska „Blondynka na językach. Portugalski +CD MP3”

11. AUDIOBOOKI, PŁYTY CD, FILMY DVD: polecamy zwłaszcza: Beata Pawlikowska „Blondynka w Japonii Audiobook”, Maja Lunde „Historia pszczół. Audiobook”, Marcin Kydryński „ Biel Notatki z Afryki. Audiobook”, Praca zbiorowa „nowOsiecka” (płyta CD), Praca zbiorowa „Przedszkolaku play” (http://triptelnik.pl/pl/c/cd-dvd/597)

12. ALBUMY TEMATYCZNE. Zdjęcia mają magiczną moc, inspirują, zachwycają, przywołują wspomnienia. Dzięki nim można znaleźć się na plaży, zwiedzić Bieszczady, przechadzać się po Tatrach i pływać w mazurskich jeziorach. (http://triptelnik.pl/pl/c/albumy/81)

13. UNIKATY DLA KOLEKCJONERÓW: zajrzyj do naszego Antykwariatu i zdobądź perełkę dla prawdziwych kolekcjonerów. Może Twoi dziadkowie ucieszą się z albumu „Wilno”, a chłopak chętnie przeczyta co się działo w Waszyngtonie za zamkniętymi drzwiami? Pamiętaj, że największą radość sprawiają prezenty dane od serca (http://triptelnik.pl/pl/c/Antykwariat/13)

Wesołych Świąt!

czytaj całość Skomentuj
W krainie Trolli:) 5

Verdens Ende, czyli koniec świata.. Tak nazywa się punkt widokowy z przepiękną, jak z obrazka latarnią morską. Pomimo lekkiego wiatru, dopisywała nam pogoda i morze mieniło się od słońca.Szczerze mówiąc mogłabym tu zostać:)Ale przecież Norwegia czekała!A raczej to ja czekałam na Norwegię i nie zawiodłam się.Dalej było tylko lepiej. Trafiliśmy na noc do klimatycznego ośrodka, nieopodal miejscowości Mandal, gdzie czekał na nas, fajnie wyposażony drewniany domek. Malutkim drewnianym mostkiem nad ulicą można było zejść na małą promenadę, porcik i jezioro czy basen.Czy wy wiecie jak cudownie pije się wino w takiej scenerii?:)Cała trójka obudziła się następnego ranka w szampańskich humorach i podążyła do kolejnego miejsca, jakim był najbardziej wysunięty na południe punkt w Norwegii, a wraz z nim latarnia morska Lindesnes Fyr.Tam z kolei wiało przeraźliwie, dlatego mimo słońca przywdzialiśmy kaptury i weszliśmy podziwiać latarnię i śliczną panoramę morską. W gratisie do biletu otrzymaliśmy darmową kawę w pobliskiej restauracyjce, a Pani która nas miała obsłużyć zawzięcie rysowała coś w swoim kajecie. Ruchy „pędzla” były zamaszyste i spodziewałam się ujrzeć dzieło sztuki na miarę Muncha, a tu kwadracik, w nim narysowany ludzik, kreski zamiast nóg i rąk, koślawe słoneczko namalowane jakby przez dwulatka, wszystko to czarnym długopisem, a nie akwarelą..W każdym razie z ciężkim sercem Pani przerwała czynności i podała nam kawę, to wszystko bardzo nas rozbawiło. Same widoki oczywiście rewelacyjne, zewsząd widać było nagie skały i wzburzone morze po horyzont. Co dalej? Miasteczko Flekkefjord, z białą drewnianą zabudową, gdzie zjedliśmy przepyszną carbonarę przywiezioną jeszcze z domu. Był to miły przystanek, by rozprostować kości i nabrać sił na dalszą drogę do Tau, gdzie mieliśmy kolejny nocleg. Jedynym plusem hotelu było stado dzwoniących owieczek nieopodal, chociaż niektórym pewnie też to mogło przeszkadzać w zasypianiu;) Nam nie. Położyliśmy się w miarę wcześniej spać, ponieważ następnego dnia czekał nas test, wyprawa, wspinaczka z naszą roczną córeczką na Preikestolen.Wiadome było, że to, czy zdecydujemy się wejść, zależy w dużej mierze od pogody. Gdyby padało-mieliśmy zmienić plany, ale gdy rano się obudziliśmy już można było dostrzec pierwsze oznaki pięknego słonecznego dnia. Porządne buty, dużo wody, kremy na słońce, jedzenie dla małej, kanapki dla nas, czekolada, nosidełko, pampersy, mokre chusteczki i jesteśmy gotowi.Ja osobiście wolę się wspinać aniżeli schodzić dlatego pierwsza część nie była aż tak straszna. Mała po chwili chrapała w nosidełku, a my swoim tempem pokonywaliśmy lżejsze i cięższe odcinki. Na szlaku sporo ludzi w różnym wieku. Zdarzyła się jedna para z dzieckiem mniejszym niż nasze, całkowicie przykrytym pieluchą. Szczerze mówiąc podziwiam, bo bym się z takim maleństwem nie odważyła wejść. Całkiem sporo osób starszych, to już w ogóle podziwiam, aczkolwiek nie wykluczone że były to osoby doświadczone:)Przynajmniej na takie wyglądały.Samo wejście nas mile zaskoczyło, bo wiedzieliśmy, że są dwa strome podejścia, ale spodziewaliśmy się stromych głazów rozrzuconych niedbale tak, jak widoczne to było na zdjęciach dostępnych w Internecie, a okazało się, że wiele kamieni tworzy schodki, co znacznie ułatwiło nam wchodzenie. Pierwszy dłuższy przystanek na zmianę pieluchy i obiadek odbyliśmy mniej więcej po ¾ drogi. A potem to już tylko coraz piękniej i piękniej:) W tej okolicy fiordów- Rogalandzie jest podobno ambitniejsze wejście na Mount Kierag, ze zjawiskowo umiejscowionym głazem pomiędzy dwoma skałami, ale uznaliśmy, że na pierwszy raz z małą Preikestolen w zupełności wystarczy. I faktycznie widok był nieziemski. Udało nam się zrobić zdjęcia prawie na czubku, choć nieliczne (bardzo nieliczne) grono odważyło się na więcej. Ala nieświadoma gdzie się znajduje odkryła fascynujące pokłady czarnej ziemi i próbowała włożyć ją sobie do ust, a my podziwialiśmy piękno natury. Spędziliśmy na górze niecałą godzinę po czym zaczęliśmy schodzić, bo słońce zaczynało doskwierać dosyć mocno:)Kto by pomyślał?:) Przy zejściu było już gorzej, mniej siły, szybciej traciło się energię, zmęczenie zaczęło dawać o sobie znać. Wielkie pokłony dla mojego męża, który niósł Alę całą drogę… Natomiast nasza córeczka to prawdziwy podróżnik, oglądała sobie widoki, mijających ludzi i praktycznie nie było jej słychać. Udało się zejść i każdy zasłużył na odpoczynek. Gorąco polecam taką wyprawę!Gdy już odzyskaliśmy siły czekał nas dalszy odcinek drogi. Szczerze mówiąc pod względem fizycznym i logistycznym ten dzień to było wąskie gardło całej wycieczki. Nie dość, że wspinaliśmy się na Preiekstolen to czekała nas wyprawa do Bergen czyli jakieś 300 km, co na tamtejszych drogach daje około 5-6 godzin jazdy.. Byłam tutaj przygotowana na cały wachlarz wygłupów z dzieckiem, w rękawie mieliśmy również niewykorzystaną drzemkę Ali oraz nadzieję, że wszystko przebiegnie sprawnie, nie będziemy długo czekać na promy itp. I udało się dotrzeć bezpiecznie do Bergen około 20stej wieczorem, ale przez to, że zabudowa Bergen nie pozwala na parkowanie w centrum (a nasz hotel leżał już w tej strefie) zaparkowaliśmy na awaryjnych naprzeciwko hotelu, a mąż wnosił nasz dobytek i tutaj podejrzewam przeciągnęliśmy strunę u naszej córeczki, która ze zmęczenia już zaczęła robić się niesforna. Ale udało się ją położyć, zaparkować auto (około 15 minut od hotelu), zaplanować dzień następny i położyć się spać. W hotelu tym mieliśmy spać dwa dni, bo było wszędzie blisko, a panowała w nim atmosfera typowo studencko- międzynarodowo- hostelowo- rodzinno- biznesowa, czyli prawdziwy przekrój.Plusy w podróżowaniu z małym dzieckiem są choćby takie, że dzień zaczyna się dosyć wcześnie i nie trzeba zastanawiać się czy trochę odespać dzień poprzedni czy zwiedzać, poznawać i nie tracić ani minuty na totalne lenistwo:)Ja w podróży wyznaję zasadę, że jak mam się ”leniwić” to w domu, a jeżeli już w obcym kraju to minimum jeden, dwa dni.. Umęczyłabym się w wakacje typu all inclusive JA+ BASEN+ MNÓSTWO JEDZENIA, ponieważ taka forma spędzania wolnego czasu męczy mnie bardziej niż aktywne zwiedzanie. Zatem w Bergen wstaliśmy dosyć wcześnie poszliśmy do miłej kawiarenki na śniadanko i kawę, a potem i ruszyliśmy na spacer po centrum, ulice były jeszcze wolne od turystów, na targu rybnym ustawione były już kramiki ze świeżymi rybami i owocami morza. Totalny odjazd. Piękne okazy homarów, krewetek, dorsza etc. Naszym celem w danym momencie nie było jednak jedzenie, ale zobaczenie słynnych budynków hanzeatyckich, które połyskiwały ślicznie w porannym słońcu. Drewniane, kolorowe kamienice i magazyny hanzy widnieją na liście dziedzictw UNESCO. Nieopodal znajdują się inne zabytki miasta jak: Hakonshallen i Rosenkrantzztarnet. Oba budynki oglądaliśmy od zewnątrz opalając się chwilę na polanie wśród ciekawie przyciętych drzew. Ten pierwszy budynek to najstarsza świecka budowla w Norwegii jaka przetrwała do teraz. Drugi obiekt to forteca, całkiem okazała, z punktów widokowych można było obejrzeć port miasta. Wracając w porze lunchowej wstąpiliśmy raz jeszcze na targ by skosztować specjałów Morza Północnego a potem podziwiając po drodze stary zabytkowy budynek restauracji McDonald kupiliśmy bilety na kolejkę Floibanen. Jakie mieliśmy niesamowite szczęście z pogodą! W Bergen, gdzie leje większość dni w roku? Panorama Bergen była zachwycająca, a same wzgórze idealne na drzemkę i spacerek wśród iglastych drzew. Wracając do hotelu staraliśmy się przejść bocznymi uliczkami wolnymi od turystów za to pełnymi tutejszej śmietanki rozrywkowej. Do skansenu Gamle Bergen trafiliśmy trochę za późno, ponieważ otwarty był bodajże do 16:00, a my byliśmy jakąś chwilę po. Nic się jednak nie stało ponieważ, obejrzeliśmy sobie wszystkie drewniane budynki z VIII i XIX wieku od zewnątrz, Ala nakarmiła gęsi i ruszyliśmy do parku z fontanną, gdzie Ala biegała po trawie z kamerą go-pro zaczepiając dosłownie wszystkich na kocach. Wieczór zakończyliśmy tuż przy hotelu pijąc piwko, jedząc bagietkę z krewetkami i osładzając się ciastem czekoladowym. Następny przystanek? Rejs po Sognefjorden..Świetna sprawa, ale również i wielka niewiadoma pod względem pogodowym. Stwierdziliśmy, że jeżeli z pogodą uda nam się dziś to resztę pobytu może lać ile wlezie:)Ruszyliśmy w stronę Gudvangen skąd miał wypływać prom. Zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym nieopodal Stalheim, by podziwiać piękną dolinę Nærøydalen i wodospady- Stalheim i Sivle.Znowu pogratulowaliśmy sobie wyboru pory roku na zwiedzanie Norwegii, ponieważ w sierpniu nie byłoby już prawdopodobnie możliwe zobaczenie tylu pięknych wodospadów. Z punktu widokowego zjechaliśmy słynną drogą Stalheimskleiva, obejmującą 13 wąskich zakrętów, niecałe 1,5 km, o nachyleniu sięgającym powyżej 20%. Kiedy dojechaliśmy do wioski wikingów czyli Gudvangen mieliśmy jeszcze trochę czasu do odpłynięcia promu więc przeszliśmy się wzdłuż rzeczki, robiąc zdjęcia wodospadom i łodzi wikingów. Poznaliśmy przy tym bardzo sympatyczną rodzinkę Amerykanów z polskimi korzeniami, którą tworzyli: Shayne, Kimberley i ich przeurocza córeczka Evynn, w cudownej biało-granatowej sukience norweskiej.W tej scenerii wyglądała bajkowo.Jak się później okazało, Evynn nosi zawsze tylko sukienki.Na tej wycieczce obejmującej Norwegię, Polskę i Niemcy postanowiła nosić stroje ludowe danego kraju.Ala była zafascynowana starszą koleżanką, która pokazywała jej międzynarodową piosenkę: „kaczuszki”.Ja z kolei rozmawiałam z Shaynem o jego polskich korzeniach, o naszych doświadczeniach na zachodnim wybrzeżu Stanów, gdzie mieszkali oni i wszyscy razem komentowaliśmy piękne widoki dookoła. Rejs był naprawdę piękny.No a pogoda? Wymarzona.. Słoneczko odbijało się w tafli, w tle delikatny wiaterek..Wahaliśmy się początkowo czy wybrać rejs z Flam tylko do wąskiego Naeroyfjordu, ale zdecydowaliśmy się zacząć od Naeroyfjordu i przepłynąć również fragmentem Sognefjordu, który łącznie ma długość około 200 km, co daje mu pierwsze miejsce w tej kategorii w Europie i drugie na świecie. Warto było.Po rejsie trwającym około 3 godziny dotarliśmy do Kaupanger i przeprawiliśmy się kolejnym promem na południe. O jak tam było cudownie. Tak właśnie wygląda raj:)Chociaż nie mogłam się oprzeć myśli, że w zimie wcale nie jest tak bajkowo, zwłaszcza dla mieszkańców. Zboczyliśmy z głównej drogi w kierunku Borgund Stavkirke, czyli drewnianego kościoła, który należy do najbardziej charakterystycznych budowli tego typu i jest całkiem dobrze zachowany.Potem jechaliśmy już w kierunku Flam wybierając ok. 25 minutową drogę przez najdłuższy tunel drogowy świata- Laerdal.Musiałam wspiąć się tutaj na lekkie wyżyny swoich możliwości animacyjnych, bo choć Ala lubi tunele, to jazda w tak długim tunelu sprzykrzyła się nam wszystkim po jakiś 15 minutach.Dotarliśmy w końcu do Flam, gdzie zjedliśmy obiad, zwiedziliśmy Aegir Brewery& Pub, tutejszą browarnię, zakupiliśmy po 3 rodzaje tutejszego piwa i ruszyliśmy zameldować się w kolejnej noclegowni jaką był uroczy domek z apartamentami, z ogrodem i widokiem na dolinę we Flam, mały kościółek, Flamselvi- tutejszą rzekę, piękny wodospad oraz tory kolejowe Flamsbany, słynnej kolejki prowadzącej do Myrdal, górskiej osady. Z tą kolejką mieliśmy kłopot. Od początku twierdziliśmy, że musimy wybrać jedną z dwóch droższych atrakcji: rejs po fjordzie lub malowniczą drogę górska, słynącą z najbardziej stromej linii kolejowej na świecie. Wieczór we Flam spędziliśmy więc w uroczej scenerii zastanawiając się jak to rozwiązać i czy warto jest wydać niespełna 800 zł na przejazd kolejką podziwiając krajobrazy, które ktoś na jednym z forów określił jako „normalne dla podróży samochodem w Norwegii”. Za, przemawiała również opinia spotkanego wcześniej Shayne’a, który powiedział, że warto, ponieważ, po środku tej trasy znajduje się urokliwe miejsce z łąką, kozami i ośnieżonymi szczytami dookoła.Oni wjechali kolejką do końca, po czym po środku wysiedli i schodzili w dół. Niestety cena była równa na cały przejazd, nie miało to znaczenia , gdzie się wsiada czy wysiada.Zapytaliśmy się młodej Norweżki, która wynajmowała nam pokój czy nie ma innej drogi samochodem, chociaż do połowy, bo przecież musi istnieć jakaś alternatywna droga.Ona niechętnie powiedziała, że owszem jest droga, ale na początku biegnie ona wzdłuż rzeki, i z tego tytułu jest wciąż zalewana, gdy pada deszcz i wówczas nieprzejezdna. „Jutro ma padać, więc odradzam”, powiedziała. Szczęśliwie tego dnia w domku odbywała się impreza, na która przyjechał tutejszy przewodnik, który powiedział, że można pojechać tą drogą, zatrzymać się w połowie i dalej iść pieszo. Postanowiliśmy, że tak właśnie zrobimy. Pogoda się udała, samochód powoli toczył się po wąskiej górskiej drodze, a dookoła, góry i wodospady, aż dotarliśmy do miejsca, gdzie nie można było już dalej jechać, więc zaczęliśmy iść. Byliśmy bardzo zdeterminowani, by pokazać Ali kozy. Gdy już przestaliśmy wierzyć, że idziemy prawidłowo, oczom ukazała się drewniana furtka, na której było napisane: nie wypuszczać zwierząt, a za nią polana i góry dookoła. Niestety ani śladu kóz, choć ich zapach a i owszem. W końcu z daleka dostrzegliśmy kozy,” pasące się” daleko na wzgórzach.Więc zbliżyliśmy się do stóp jednego ze wzgórz i pokazaliśmy Ali kozy:)A tu nagle całe stado ruszyło na nas.. i trochę wprawiło nas w konsternację, na szczęście kozy przyjaźnie ruszyły w dół za nami. Cieszyliśmy się niezmiernie, że nie pojechaliśmy kolejką mimo, że nie dotarliśmy do końca- do Myrdal. 1 wisienką na torcie w tym dniu okazał się kolejny punkt wycieczki, a zarazem widokowy- Stegastein. Wprost nieziemski widok na Aurlandsfjord i góry. Droga prowadzi od Aurland i ciągnie się około 6 kilometrów w górę. Na samej górze czeka cudowna panorama z wyciągniętej na wysokość 650 metrów drewnianej platformy. Gdy zjeżdżaliśmy, Ala zasnęła, po czym wybraliśmy drogę powrotną. Tu znowu wybór był dwojaki, ale my zdecydowaliśmy się na podróż drogą numer 50, która swoim pięknem zaskoczyła nas samych. I to właśnie była wisienka na torcie numer 2.Droga wzbijała się górę, mijając kolejny punkt widokowy Lavisberget, dotarliśmy prawie do nieba. Mówię tak, bo dookoła były tylko ośnieżone szczyty i praktycznie pusta asfaltowa droga, miało się wrażenie, że jest się na dachu świata, wyszliśmy z samochodu nacieszyć się tym górskim pustkowiem. Następny przystanek na tej drodze dotyczył malowniczego jeziora i stada owiec, które beczały wesoło przy drodze. Niesamowita sprawa. W połowie drogi do Oslo zatrzymaliśmy się na obiad. Często podczas wycieczki czuliśmy się skrępowani naszym dzieckiem, które z kolei bez krępacji przyglądało się jedzącym ludziom, a już zwłaszcza mężczyznom o ciemnej oprawie oczu:) Aż tu nagle przy obiedzie przysiadł się ciemnoskóry , elegancki Pan, a nasze dziecko prawie wypadło z wózka ze zdziwienia. Tak nasz ta sytuacja ubawiła, Pana na szczęście nie uraziła i zachęciła do podejścia i podania Ali rączki. Ileż to ludzi można poznać dzięki małemu dziecku! To samo było przy parze starszych Japończyków, którzy zafascynowani Alą robili jej we dwójkę na przemian zdjęcia. Raz jeden aparacik raz drugi:)Wieczorem zmęczeni i szczęśliwi zasnęliśmy szybko,dziękując za piękną norweską pogodę!:)

czytaj całość Skomentuj
Gdzie wyjechać na święta? 2

No dobrze, to teraz coś dla tych, którym z tradycją i świętami w domu nie po drodze…:) Gdzie wyjechać? To już ostatni dzwonek, by zdecydować się na spontaniczny wypad. Proponujemy Wam cztery formy spędzania świąt w sposób mniej tradycyjny, ale równie atrakcyjny:

1) SPA I MEDYTACJA Trzeba pamiętać, że to nie typowe wakacje, ale jednak święta, więc warto by było zrobić coś nie tylko dla ciała, ale przede wszystkim dla duszy. Można więc połączyć jedno z drugim i wybrać weekend w ośrodkach spa nad morzem, lesie lub w górach, gdzie są wspaniałe warunki do medytacji i odpoczynku. I pobyć po prostu ze sobą i z naturą. (kierunki: Polska np. Bieszczady, Roztocze; Węgry, Czechy, Słowacja)

2) WYCIECZKA Okres świąteczny to okres wzrostu cen, także trzeba liczyć się z bardzo wysokimi cenami biletów lotniczych oraz noclegów praktycznie wszędzie. Dlatego warto wybrać się do miejsca, gdzie Boże Narodzenie obchodzone jest w innym terminie , nie tak bardzo hucznie lub nie obchodzi się go wcale. (kierunki: Maroko, Iran, Białoruś, Tajlandia)

3) NARTY, NARTY I JESZCZE RAZ NARTY! Dla wielbicieli białego szaleństwa to jedyny możliwy kierunek. Ośrodki narciarskie pękają w szwach, ale atmosfera jest niepowtarzalna! (kierunki: Włochy, Austria, Gruzja)

4) JARMARK BOŻONARODZENIOWY. A co robić, gdy chce się po prostu wyjechać, „zmienić klimat”, odetchnąć od obowiązków domowych nie tracąc nic ze świątecznej atmosfery? Oczywiście pojechać na jarmark świąteczny np. z noclegiem w romantycznej Brugii, Monachium czy Brukseli (kierunki: Niemcy, Austria, Belgia)

Wesołych Świąt Triptelnikom-Podróżnikom:)

życzy Księgarnia Triptelnik

czytaj całość Skomentuj
Najlepsze potrawy na swiecie/ ranking 10

Dużo podróżuję i jednym z moich ulubionych elementów podróżowania jest…degustacja dań, napojów, przypraw, owoców, warzyw z danego kraju. Znacie to? Tak sobie szperałam w Triptelniku i okazało się, że księgarnia ma w swojej ofercie literaturę kulinarną i pomyślałam, że napiszę tego kulinarnego posta :D Poniżej chciałam zaprezentować listę dań i związanymi z nimi krajów, które szczególnie przypadły mi do gustu. Część z nich robiłam i udało mi się w 95% podrobić smak, który pamiętałam. 5% to oczywiście składniki, jakże odmienne od stosowanych za granicą. Jeśli ktokolwiek chciałby podzielić się przepisem na jedną z potraw lub dodać swoje to zapraszam!

1. Portugalia, Bacalhau a Bras 2. Portugalia, Camarões grelhados 3. Chiny, Won Ton 4. Japonia, Ramen 5. Japonia, Miso 6. Japonia, Wakame 7. Japonia, Sushi 8. Meksyk, Chimichanga 9. Meksyk, Tortilla 10. Meksyk, Nachos 11. Rumunia, Salata de vinete 12. Rumunia, Sarmale 13. Ameryka, Niemcy, Pot pie 14. Włochy, Carpaccio wołowe 15. Czechy, Bramborový knedlík 16. Hiszpania, Gazpacho 17. Hiszpania, Sangria 18. Hiszpania, Adobar 19. Indie, Samosas 20. Indie, Tandoori 21. Grecja, Musaka 22. Egipt, Falafel 23. Szwecja, Köttbullar 24. Turcja, Baklava 25. Francja, Bouillabaisse 26. Gruzja, Kchachapuri 27. Polska, Żurek 28. Liban, Kibbeh 29. Peru, Ceviche 30. Tajlandia, Tom Yum 31. Kanada, Butter Tarts

czytaj całość Skomentuj
Historia Wandy Rutkiewicz, subiektywna opinia o książce Anny Kamińskiej 7

Śmiem twierdzić, że biografia Wandy popełniona przez Annę Kamińską przy współpracy z rodziną, przyjaciółmi, alpinistami oraz ludźmi przewijającymi się przez życie himalaistki jest jedną z najlepszych jakie ostatnio czytałam. Bardzo trudno obiektywnie i rzetelnie przedstawić postać, która a) nie może się już bronić b) jest legendą c) miała tak dwoistą naturę, że jedni ją kochali inni nienawidzili, ale nikt nie przechodził wobec niej obojętnie. Lektura książki mnie wciągnęła do granic możliwości i dostarczyła wielu emocji. Na przemian rozumiałam Wandę, potem znowu jej zachowanie budziło we mnie odrazę, podziw, a nawet współczucie. Dzięki książce zrozumiałam po raz kolejny oczywistą oczywistość, że nic nie jest czarne i białe, a my nie mamy prawa oceniać innych poprzez pryzmat swojego życia i swoich doświadczeń. Postać Wandy pozostanie mi bliska na długo i jak powinien każdy z nas- będę próbować wspinać się na swoje Everesty, ale nie za wszelką cenę. Absolutnie rewelacyjna książka- polecam. Znajdziecie tu: dreszczyk emocji, tajemnicę, odrobinkę historii, cudowny życiorys, wspomnienia, fotografie, a wszystko to w znakomitym literackim stylu.

czytaj całość Skomentuj
Jezioro Miedwie 1
Jezioro Miedwie- piąte co do wielkości w Polsce. Jezioro z całą nowoczesną otoczką wśród przepięknych drzew, krzewów ,domków letniskowych z całym zapleczem kawiarni, hoteli ,placów zabaw ,czystej plaży pełnej sprzętu wodnego a przede wszystkim zadowolonych turystów. To nad tym jeziorem wszystkie nasze zmysły regenerują się ,czują ,słyszą ,dotykają i wzajemnie się tym cudem obdzielają. Spojrzenie w głąb wody pozwala poznać nasze wnętrze i ukoić naszą duszę. Widok zachodzącego słońca to szczyt rozkoszy dla twoich oczu. Każdego turystę wita swą krasą muszla koncertowa a z niej rozlega się muzyka, która współgra z poszumem fal, drzew , śpiewem ptaków i gwarem szczęśliwych ludzi. Ten akord tkwi w nas na zawsze, bo został skomponowany na tym magicznym cudzie świata. Jest to miejsce idealne do pierwszych miłości ,do zawierania związków małżeńskich ,do organizowania chrztów, komunii , uprawiania sportu wodnego i nie tylko a na dojrzałą młodość do obserwacji pod drzewami ze wspaniałymi wspomnieniami. Polecam!
czytaj całość Skomentuj
Najlepsze książki podróżnicze, mój subiektywny ranking 1

Cześć, chciałem się podzielić moim zdaniem na temat najlepszych książek podróżniczych. Uważam, że najlepsze książki to takie, które wywołują jakieś emocje: pozytywne lub negatywne. Kolejność jest przypadkowa;) Oto moje: "The Best of":

1.Jon Krakauer,"Wszystko za Everest"(http://triptelnik.pl/pl/p/jon-krakauer-wszystko-za-everest/34968),2.Opracowanie zbiorowe,"Poza utartym szlakiem"(nie występuje u Państwa),3.Wojciech Cejrowski,"Gringo wśród plemion"(http://triptelnik.pl/pl/p/Wojciech-Cejrowski-Gringo-wsrod-dzikich-plemion-OT/6722),4.Ryszard Kapuściński,"Heban"(http://triptelnik.pl/pl/p/Ryszard-Kapuscinski-Heban-OT/7101),5.Wojciech Jagielski,"Wszystkie wojny Lary"(http://triptelnik.pl/pl/p/Wojciech-Jagielski-Wszystkie-wojny-Lary/9508),6.Piotr Kraśko,"Alaska.Świat według reportera"(http://triptelnik.pl/pl/p/piotr-krasko-alaska-swiat-wedlug-reportera/755),7.Tomek Michniewicz,"Świat równoległy"(http://triptelnik.pl/pl/p/Tomasz-Michniewicz-Swiat-rownolegly/35093),8.Katarzyna Wierzba,"Zdobywcy świata"(http://triptelnik.pl/pl/p/Zdobywcy-swiata/84),9.Bartek Dobroch,Przemysław Wilczyński,"Broad Peak. Niebo i piekło."(http://triptelnik.pl/pl/p/Dobroch-Bartek-Wilczynski-Broad-Peak.-Niebo-i-pieklo-oprawa-miekka/36248),10.Patrick Cockburn,"Państwo Islamskie"(http://triptelnik.pl/pl/p/patrick-cockburn-panstwo-islamskie/7557)

Miłego czytania, pozdrówki!

czytaj całość Skomentuj
Słowenia Top 10 Największe atrakcje turystyczne Słowenii 8

Słowenia nigdy nie była na mojej liście „koniecznie trzeba zobaczyć”. Jednak w tym roku z racji rezygnacji ze spędzania wakacji nad polskim morzem (kosmiczne ceny, niestabilność pogody- o mamo, czy to koniec lata, którego nie było?) szukałam jakiejś alternatywy. Co roku jeździmy na wakacje na objazdówkę, ale tym razem było dużo warunków. Gdzie dojadę samochodem? Który kraj nie jest za daleko i moja trzylatka zniesie łagodnie podróż? Dostęp do morza i gór jednocześnie? Zielono i soczyście? Duże prawdopodobieństwo słonecznej pogody? Niewielki kraj, gdzie odległości nie są zbyt duże? Słowenia spełniła wszystkie wymagania i dołożyła jeszcze sporo od siebie. Absolutnie nie można tego kraju traktować jako tranzytu np. do Chorwacji. Zasługuje na rozsmakowanie się i pobyt na dłużej. My tam na pewno wrócimy!

Wpisów o Słowenii będzie z mojej strony kilka, ale najpierw skupię się na telegraficznym skrócie, atrakcjach, które musicie zobaczyć. Absolutne top 10 Słowenii:

1. Jezioro Bohinj i okolice. Musisz tam pojechać z kilku względów: aby wjechać kolejką linową Vogel, wykapać się w zimnym, ale osadzonym w bajkowej scenerii jeziorze Bohinj na jednej z dzikich plaż, wybrać się na spacer szlakiem prowadzącym do wodospadu Savica.

2. Jezioro Bled i okolice. Bled jest u mnie na drugim miejscu tylko dlatego, że jest w nim więcej turystów i wszystko jest, aż zbyt piękne. Aż brakuje tej rysy i dzikości, ale to jest chyba zwykłe czepialstwo😊Bled ma wszystko czego dusza zapragnie, dla jednych zabytki (kościół Wniebowzięcia NMP na wyspie Blejski Otok oraz zamek na wzgórzu), dla innych panoramy, piękną plażę i moc atrakcji dla lubiących spędzać czas aktywnie. Komu znudzi się (naprawdę trzeba się postarać, nam się nie udało) widok na jezioro, może atrakcji poszukać 4 km dalej w wąwozie Vintgar.

3. Turystyczna trasa Kobaridu. Absolutna rewelacja. Trochę niewymagającego trekkingu i w zamian na tacy dostaje się: piękne widoki na góry, górską rzekę Soczę o turkusowym wręcz odcieniu, możliwość stąpania po wiszącym moście oraz moście Napoleona, a także widok na imponujący wodospad Kozjak, do którego dojście przysparza trochę emocji😊

4. Miasteczko nadmorskie Piran. Kto był wcześniej w Chorwacji dostrzega podobieństwo między Piranem a Dubrovnikiem. Kręte wąskie uliczki, Kościół Św. Jerzego, mury miejskie, urokliwy cypel i możliwość nurkowania w krystalicznej wodzie.

5. Jaskinie. Ze względu na brak czasu wybraliśmy ostatecznie zwiedzanie jaskini Postojnej, ale słyszeliśmy od Słowenów, że obie po równo są warte zobaczenia. Oprócz tego jest jeszcze jaskinia wodna Słowenii- Planinska oraz Vilenica czy Krizna.

6. Predjamski Grad. Najciekawiej położony zamek Słowenii, z jaskini Postojnej kursują do niego w sezonie bezpłatne autobusy. W kolejnych wpisach, będzie o nim więcej.

7. Lublana. I znowu zasłyszane porównanie od właściciela naszego hotelu w Bledzie. „Lublana to mała Praga, ale bardzo, bardzo zielona”. Jest w tym trochę racji, aczkolwiek ja jestem zdania, że każde miasto ma swój indywidualny klimat i charakter i takie też odczucie mam z Lublany. Oprócz urokliwego położenia nad rzeką Lublanicą miasto faktycznie, aż prosi się by przechadzać się po zielonych skwerkach i zacienionych uliczkach Starego Miasta.

8. Mosty: Solkan i Crni Kal Jestem autentyczną fanką mostów, dlatego nie odpuściłam tych dwóch, zupełnie odmiennych. Moje serce podbił zwłaszcza 85m, kamienny most kolejowy Solkan.

9. Bovec i sporty ekstremalne Ze względu na obecność wyżej wspomnianej trzylatki odpuściliśmy sobie sporty ekstremalne w Słowenii. Ale Bovec to prawdziwy raj dla amatorów raftingów, spływów kajakowych czy canyoningu. Obiecaliśmy sobie z mężem, że na 15 -20 rocznicę ślubu tu wrócimy i empirycznie sprawdzimy powyższe atrakcje.

10. Przełęcz Vrsic Wjazd samochodem na przełęcz Vrsic (1611 m n.p.m) poprzez górną część doliny Soczy – Trentę dostarcza niezapomnianych przeżyć.

czytaj całość Skomentuj
Co polecacie do czytania? 16

Witam, siedzę właśnie i myślę co tutaj przeczytać więc stwierdziłam, że napiszę na forum. Co teraz czytacie? Co polecacie? Co jest na topie? Po co warto sięgnąć, a co sobie odpuścić? Ulubiona książka podróżnicza? Szukam inspiracji i dobrej lektury, dziękuję z góry za odpowiedzi! Pozdrawiam, Gosia

czytaj całość Skomentuj
Recenzja książki "Kukuczka..." (Kortko, Pietraszewski) oraz "Wanda..." (Kamińska) 5

Nie mogłam odpuścić sobie tego porównania, ponieważ obie biografie wiele łączy. Obie napisane są z polotem, wciągają czytelnika już od pierwszych stron, dotyczą dwóch najbardziej zasłużonych polskich himalaistów (zmarłych w górach, których ciał nie odnaleziono), pokazują dwoistość natury ludzkiej, pochłonięcie pasją, zachowanie w ekstremalnych warunkach. Co uderzyło mnie najbardziej to fakt, że tak naprawdę każdy z nas pochłonięty pasją, uzależnieniem, w którym odnajduje wolność podobny jest to tych dwóch wybitnych postaci. Każdy z nas ściga się w życiu z sobą samym (i innymi) "wchodzi na swój własny Everest". Początkowe potępienie i poczucie niesprawiedliwości wobec bliskich w zachowaniu Wandy i Jurka ustępuje miejsce zrozumieniu. Bohaterowie płacili za życia wysoką cenę za swój sukces, często spotykali się z zazdrością i niezrozumieniem nawet w środowisku himalaistów. Czy to oznacza, że żeby stać się legendą trzeba najpierw za to słono zapłacić? Nie ma nic za darmo. Pytanie tylko, czy to przyniesie upragnione spełnienie. Polecam z całego serca obie książki. Autorzy nie mieli łatwego zadania. Po mistrzowsku, z pasją dali radę. Remis w wyścigu na szczyt...

czytaj całość Skomentuj
Kolorowe Zalipie, Małopolska ( z cyklu: "trzeba zobaczyć") 5

Znane większości jako „kolorowa wieś” Zalipie zawdzięcza swoją sławę Felicji Curyłowej (1903-1974)- artystce malarce, działaczce społecznej, politycznej i artystycznej. Dzięki stworzonej przez siebie wizji lokalnej twórczości Felicja przyczyniła się do szerokiej promocji spółdzielni przemysłu ludowego interesując tym ludzi nie tylko z Polski, ale i zza granicy. Tworzenie kolorowych wzorów na tkaninach, porcelanach oraz ścianach domostw było wizytówką stowarzyszenia założonego przez malarkę oraz inspiracją dla kolejnych projektów. Fascynacja i kontynuacja tradycji trwa w Zalipiu do dzisiaj, do maleńkiej wsi pod Tarnowem w Małopolsce przyjeżdżają ludzie z całego świata, o czym świadczą wpisy w księdze pamiątkowej w Zagrodzie. Na turystów W Zalipiu czekają m.in.: Zagroda Felicji Curyłowej, na którą składa się dom, obora, stodoła oraz malowana chata z klepiskiem, po drugiej części wsi można oglądać pozostałe „kolorowe” budowle, chaty, a także słynny Dom Malarek w Zalipiu. Obie części dzieli od siebie pewna odległość. Na mnie, oprócz przepięknych malarskich zdobień na domostwach największe wrażenie zrobiła izba w domu Felicji, którą zwiedzić oczywiście polecam. Trzeba przyznać, że klimat i folklor Zalipia nie bez powodu przyczynił się do jego nominacji w konkursie National Geographic: „7 nowych cudów Polski”. To jest coś, czym bezsprzecznie można się chwalić.

czytaj całość Skomentuj
Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie (MAZURY, koło Mikołajek) 2

Kochani, jesteśmy właśnie po uroczym weekendzie na Mazurach i muszę powiedzieć, że jest tam gdzie wypocząć i napawać się pięknymi widokami:)Jakby ktoś był zainteresowany miejscówką do spania- to proszę pisać w komentarzach, bo ten wpis traktować będzie wyłącznie o Parku Dzikich Zwierząt im. prof. Benedykta Dybowskiego,który koniecznie musicie odwiedzić z rodziną lub samemu. Nie miałam wcześniej okazji chodzić wśród zwierząt, dlatego dla mnie była to nie lada atrakcja, nie wspominając już o radości mojego dziecka. Zwiedza się z przewodnikiem,przechodząc przez drewniane schodki zagród. Czas trwania: około 1,5 godziny. A koszt biletu wynosi 18 zł za osobę. Dzieci do 3 lat gratis, a powyżej- 9 zł. Można tutaj zobaczyć wiele fajnych gatunków zwierząt i ptaków: dziki, łosie, wilki, sarny, orła, sowę etc. Ogromnie polecam:) A dla zachęty wrzucam foty!

czytaj całość Skomentuj
Cinque Terre- czyli perła północno-zachodnich Włoch! 7

Cześć! Jeśli szukacie niezapomnianych przeżyć, pięknych, zapierających dech widoków, romantycznego klimatu, lubicie morze ale i góry, dysponujecie kilkoma euro na wakacje (😉) i macie słabość do Italii to polecam Wam z całego serca wybrzeże CINQUE TERRE. Choć rezerwacje w kwaterach trzeba robić z dużym wyprzedzeniem, a ceny w restauracjach mogą przyprawić o ból głow, to przy odrobinie sprytu i dobrej organizacji można spokojnie sobie na takie wakacje pozwolić😊 Czym właściwie jest CINQUE TERRE? To Park Narodowy usytuowany na zachodnim wybrzeżu Włoch, obejmujący pięć urokliwie położonych miasteczek: Monterosso, Vernazza, Corniglia, Manarola, Riomaggiore. Choć farba z kolorowych budynków powoli się ściera i kruszy to i tak warto tu przyjechać. Warto też wspomnieć, że dostęp do tego uroczego przybytku długo nie był możliwy, gdyż kiedyś miasteczka odcięte były od świata. Wszystko zmieniła budowa kolei w XIX wieku. Znajdziecie tutaj trasy spacerowe łączące miejscowości np. Monterosso i Vernazzę, a do wszystkich miejscowości można dotrzeć pociągiem. Punktów widokowych nie brakuje, a noc w jednej z kwater przy szumie morza należy do niezapomnianych. Mnie osobiście najbardziej urzekła Vernazza, pomimo, iż miasteczko zostało silnie zniszczone podczas lawiny błotnej i turystów w nim nie brakuje. Za to widok z trasy na miasteczko Riomaggiore na długo pozostanie w mojej pamięci. Polecam serdecznie! I podrzucam stronkę, gdzie możecie zdobyć wiele praktycznych informacji: http://www.cinqueterre.it/en A no i pomimo faktu, że dojazd samochodem bywa możliwy (ja skorzystałam z tej opcji), to parking np, przy Vernazzie to maleńka przestrzeń i trzeba mieć naprawdę farta, by zaparkować! Dlatego najlepiej chyba w miejscowości La Spezia zostawić samochód i do Riomaggiore dotrzeć pociągiem i do pozostałych miasteczek również. Enjoy your trip!

czytaj całość Skomentuj
KSIĄŻKA: "Ekspedycja. Historia mojej miłości” [Bea Uusma] 4

Nigdy wcześniej nie słyszałam o wyprawie Andreego. Lot balonem, w zupełnie nieodkryte tereny arktyczne, z nie do końca przemyślaną strategią trójki nie związanych bliżej ze sobą osób: Salomona Andreego, Knuta Fraenkela oraz Nilsa Strinberga. To brzmi jak czyste szaleństwo. Dlatego też nie dziwi mi mnie żarliwość autorki książki, którą historia członków wyprawy wciąga bez reszty i pochłania 10 lat jej życia. Czy cel zostaje osiągnięty? A może w tym przypadku ważniejsza jest droga do celu?Bea Uusma zestawia ze sobą kolejne fakty, porównuje publikacje na temat ekspedycji popełnione przez poprzedników, robi notatki, analizuje, dokumentuje, stara się dotrzeć najgłębiej jak się da, podróżuje wielokrotnie na Wyspę Białą oraz na Fuglesongen, robi obdukcje, porównuje szkielety, czyta listy, odwiedza krewnych. Historia totalnie ją pochłania przez co pochłania i nas czytelników. Czy po tylu latach jest możliwe poznanie prawdy? Mnie nurtuje wciąż fakt dlaczego uczestnicy ekspedycji zdecydowali się na wyprawę tak dalece przekraczającą ich możliwości. Ale pewnie i na to pytanie trudno będzie teraz znaleźć odpowiedź…Chociaż? Kto powiedział, że domysły nie są ciekawsze od prawdy?

Polecam więc Wam książkę na jesienne wieczory: Bea Uusma„Ekspedycja. Historia mojej miłości”.

czytaj całość Skomentuj
Książki blogerów podróżniczych 6

Muszę przyznać, że wybór książek podróżniczych za czasów mojego dzieciństwa nie był zbyt wielki. Ciągle „katowano” nas tymi samymi autorami, gdzie królowały opisy przyrody, dialogu nie było prawie wcale, a jak już był to zbędny;) A teraz? Jest w czym wybierać! Smaki, zapachy, ludzie, krajobrazy, doświadczenia, rady, towarzysze podróży, piękne zdjęcia, piękne miejsca. Ja ostatnio skupiłam się na książkach podróżniczych blogerów, ponieważ zostaliśmy nimi wręcz zasypani. Oto moja lista (nie wszystkie już przeczytałam, ale gdy to zrobię na pewno zrecenzuję)

1.Sadowska Beata. I jak tu nie podróżować (z dzieckiem) 2.Aleksandra Świstow. Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin 3. Lewandowski Karol. Busem przez świat. Wyprawa pierwsza. 4. Anna Kuziemska. Pępek świata. Z dzieckiem w drodze 5. Anna Alboth. zdjęcia: Thomas Alboth. Rodzina bez granic w Ameryce Środkowej 6. Raczko Julia. Gdzie jest Julia? 7. Aleksandra i Jacek Pawliccy. Siedem razy świat 8. Bogusz Magda. Pirania na kolację. 1405 dni w podróży dookoła świata

Jeśli macie coś do dodania to zapraszam! Podzielcie się swoimi doświadczeniami, co warto a czego nie! Będę wdzięczna! Ps. Widziecie pewną tendencję? Kobiety, kobiety, kobiety…!

czytaj całość Skomentuj
Wakacje nad jeziorem Ińsko, Zachodniopomorskie 0
Gorąco polecam wypoczynek nad jeziorem Ińsko, w miejscowości Ińsko, w województwie zachodnio-pomorskim. Bardzo duża i szeroka, plaża, czysta woda w jeziorze, pływające rybki, szeroka gama rowerków wodnych do wypożyczenia, duży pomost. W kinie Morena, na początku sierpnia, odbywa się Ińskie Lato Filmowe. Choć od lat przyjeżdżamy tu z rodziną do domku, to z tego co się orientuje można wypożyczyć również domek w Ośrodku Wypoczynkowym Promyk. Niezła alternatywa dla osób lubiących ciszę i spokój, wypoczynek nad jeziorem wśród natury, dla tych którym pobyt nad morzem już się opatrzył.
czytaj całość Skomentuj
"It's Five O'Clock Somewhere.." 3

Dookoła ciemno i cicho. Słychać czasami tylko szelest wiatru. Droga ciągnie się nieskończenie, człowiek ma wrażenie, że nie ma w tym wszystkim celu. Raz na 40 minut mijał nas samochód. Zanim zrobiło się ciemno widać było zarys gór dookoła. I nawet po ciemku czułam ich obecność. Dawały mi poczucie bezpieczeństwa, ale i przerażały. Włączyliśmy satelitarne radio, by czuć, że ktoś do nas mówi. Brzmiało to trochę tak jak nadawanie kosmitów. A sceneria dopełniała dzieła. Mogłabym przysiąc, że jestem w miejscu, gdzie praktycznie nie ma cywilizacji, dlatego do głowy przychodziły mi różne dziwne myśli w stylu: a co jak samochód zdecyduje się na przystanek? Na jak długo wystarczy nam ciepła? Czy następny samochód, jeśli w ogóle się pojawi, zdecyduje się zatrzymać, aby nam pomóc? A także mnóstwo pytań egzystencjonalnych;) Z drugiej strony, noc tutaj wydawała się ekscytująca. Gdyby był to okres letni pewnie zdecydowalibyśmy się na noc pod gwiazdami, a tak początek listopada dał nam prawdziwy wachlarz pogodowy. Przez cały pobyt w Albercie zaznaliśmy mglistego wieczoru i poranka, rzęsistego deszczu, słonecznego i ciepłego dnia oraz silnych opadów śniegu. Tak więc zdecydowaliśmy się nie opuszczać pojazdu na dłużej, ale i tak tą podróż uważam za magiczną i niepowtarzalną. Dla mnie takie chwile to istota podróżowania. Odrobina tajemnicy, ekscytacja, możliwość wyboru i poznania swoich granic i możliwości..I to poczucie, że jesteśmy tylko maleńką częścią całości. Wdzięczność do losu. Szczęście. Chcę jeszcze i jeszcze!

czytaj całość Skomentuj
2 tygodnie w Rumunii ♥ 8

Jesteśmy po dwutygodniowym wypadzie objazdowym po Rumunii. Jeszcze nie otrząsnęliśmy się z wrażeń i emocji a już trzeba było wskoczyć do pędzącego pociągu jakim jest życie:) A miało tak nie być! Bo to właśnie Rumunia uczy, by wysiąść, zatrzymać się, poobserwować, pogadać…Więc dziś siadam do przeglądania zdjęć i wspominania! Dwa tygodnie na Rumunię to stanowczo za mało. Spodziewaliśmy się tego. Większość podróżniczych mędrców radziła, by rozłożyć ją na kilka lat i smakować po kawałku twierdząc, że lepiej poznać jedną krainę dogłębnie niż kilka „po łebkach”. Może to i prawda, ale… świat jest taki kolorowy i piękny. Nie sposób zagościć w jednym miejscu na dłużej. Zamierzam przyjrzeć się każdemu miejscu z osobna, rozłożyć Rumunię na czynniki pierwsze, w kolejnych wpisach, ale póki co przedstawiam zestaw atrakcji, które mnie urzekły:

1. Przejazd Transalpiną i Szosą Transfogarską przy zmiennej pogodzie (wiadomo pogody się nie wybiera, ale mieliśmy to szczęście by zobaczyć obie trasy w różnej odsłonie, Transalpinę skąpaną w słońcu i Szosę najpierw zasnutą mgiełką i lekkimi chmurkami, potem nawet zalaną deszczem. Cudo! A na Szosie spotkaliśmy wielu kompanów: owieczki, krówki, osiołki, konie oraz… 2 niedźwiadki! How lucky we were!

2. Ach Dunaj! Naprawdę robi wrażenie. Nam było dane zobaczyć mitycznego Decebala oraz majestatyczne Żelazne wrota.

3. Zamki! Widzieliśmy trzy: prawdziwą twierdzę literackiego pierwowzoru Drakuli- Poienari, podszywający się pod zamek Drakuli -Bran oraz królewski zamek Peles. Zdecydowanie polecamy obejrzeć wszystkie trzy! Dlaczego? By zobaczyć różnicę:) Nam najbardziej przypadły do gustu pozostałości twierdzy Poienari.

4. Góry! Są wszędzie. Tak naprawdę na palcach jednej ręki można policzyć przejazdy, gdzie w oddali brak majaczących w oddali gór, a droga jest prosta jak drut. Większość przejazdu przez kraj odbywała się po serpentynkach:) Parang, Fogarskie, Bucegi i Rodniańskie- must see!

5. Morze Czarne wskoczyło na listę moich ulubionych „kąpielisk”. Piaseczek mięciutki, a woda coś pomiędzy Bałtykiem, a Morzem Śródziemnym. Cudowna! Turystów natomiast nie brakuje. I tu warto poszukać ustronnych plaż lub wybrać nocleg pomiędzy popularnymi kurortami, tak właśnie zrobiliśmy MY.

6. Wulkany błotne Noroiosi. Świetna atrakcja zwłaszcza dla kogoś kto planował w tym roku wypad do Islandii i z różnych przyczyn musiał ten wypad przełożyć. To taka mini Islandia w Rumunii;)

7. Malowane klasztory na Bukowinie. Perełeczki znajdujące się na liście UNESCO. Naprawdę warto zobaczyć. Nas najbardziej urzekły dwa: monastyr w Suczewicy oraz Mołdawica.

8. Niecodzienny cmentarz w Sapancie. Absolutnie nie oburzam się, że zrobiono z niego atrakcję turystyczną i że płaci się za wstęp. Dużo tutaj dystansu i humoru, którego nam Polakom, by się w tej kwestii przydało. A takim nagrobkiem sama bym nie pogardziła!

9. Jeziora: Rosu, Trei Ape, Balea, Bolboci i Siriu. Najprzyjemniejszy spacer odbyliśmy przy jeziorze Rosu, które mieniło się kolorami, a w tle odznaczała się pionowa skała Suhardul Mare.

10. Miasta. Choć zarzuca się im wiele, to klimatu nie brakuje. Ja pokochałam turystyczny Braszów i mimo wszystko Bukareszt. Dlaczego „mimo wszystko”? O tym innym razem!

Dużo tu ochów i achów, bo na krytykę i obiektywizm jeszcze przyjdzie czas, gdy emocje opadną:)

czytaj całość Skomentuj
img
Wyrażam zgodę na otrzymywanie wiadomości zawierających informacje handlowe o wyprzedażach, promocjach oraz innych akcjach specjalnych serwisu TRIPTELNIK.PL na podany przeze mnie adres e-mail.
Zapisz się do newslettera, a otrzymasz rabat na zakupy, oraz informacje o nowościach i promocjach
Wszystkie prawa zastrzeżone dla Triptelnik.pl Projekt i realizacja: Maxsote.pl 2015
do góry
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl