img
img
img
img

Zadzwoń do nas
+48 / 500 815 470
Pon-Pt: 8:00 - 16:00



Wybierz dział Księgarnia Antykwariat
imgKsięgarnia
imgPrzewodniki
imgAntykwariat
imgPrzewodniki
imgBlogosfera Triptelników
imgNowości
imgPromocje

Triptelnik – wyjątkowa księgarnia turystyczna i antykwariat

Triptelnik to profesjonalna księgarnia turystyczna i antykwariat oferujący unikatowe egzemplarze z zakresu literatury podróżniczej. Nasz asortyment obejmuje przede wszystkim przewodniki turystyczne, mapy, atlasy, podręczniki, a także bogato ilustsrowane książki dla dzieci. Jesteśmy księgarnią turystyczną posiadającą w asortymencie książki podróżnicze, które mogą stanowić inspirujące lektury przed wyjazdem, jak i być bezcenną pomocą w czasie podróży. W naszej ofercie nie brakuje także pięknie oprawionych albumów, które idealnie sprawdzą się chociażby w roli niebanalnego pomysłu na prezent. Jako księgarnia dla dzieci i dorosłych, proponujemy nie tylko bogaty wybór książek podróżniczych i przewodników turystycznych, ale także szeroką gamę kolorowych książeczek dla najmłodszych, pomagających zrozumieć świat, a także uczących i rozwijających zainteresowania.

Kate Brown. Plutopia
Cena: 41,47 zł

  • nowość
Praca zbiorowa. Geograficzny atlas świata (OT)
Cena: 30,21 zł
Praca zbiorowa. Kuba Mapa drogowa (OT)
Cena: 19,76 zł
Praca zbiorowa. Świat niezapomniane podróże
Cena: 45,30 zł
 Praca zbiorowa. Indie Północne [Lonely Planet]
Cena: 67,90 zł
Jacek Bonecki. Podróżnik fotograficzny
Cena: 36,50 zł
Jagoda Miłoszewicz. Chata Magoda. Ucieczka na wieś
Cena: 51,31 zł
Justyna Romanowska. Duch dżungli
Cena: 27,77 zł
Krzysztof Gierak. Porto Travelbook (wydanie 1)
Cena: 19,69 zł

Zabierz swoje dzieci w literacką podróż!

W naszej księgarni podróżniczej zadbaliśmy to, aby coś dla siebie znaleźli również najmłodsi czytelnicy. Wśród zgromadzonych propozycji nie brakuje więc książek opowiadających o podróżach, jak i tych, które można zabrać ze sobą na wyjazd z dziećmi. Atlasy geograficzne z kolorowymi ilustracjami zaciekawią pewnie niejednego małego podróżnika. Najmłodsi mogą poznawać świat poprzez serię edukacyjnych książek, które encyklopedyczną wiedzę przekazują w bardzo interesujący i łatwo przyswajalny sposób. Można również oglądać dzięki nim góry, morza, zwierzęta, rośliny, zabytki oraz najciekawsze miejsca w różnych zakątkach ziemi. Księgarnia dla dzieci taka jak nasza to miejsce, od którego warto rozpocząć literacką podróż…

Wyjątkowa podróż z wyjątkową księgarnią!

Księgarnia turystyczna Triptelnik powstała z myślą o dzieciach i dorosłych, których pasją są podróże – zarówno te, przysłowiowym „palcem po mapie”, jak i w realnym świecie. W naszym asortymencie wyszukasz starannie dobrane pozycje książkowe o bardzo szerokiej tematyce. Przygotowaliśmy propozycje interesujących i ciekawie ilustrowanych przewodników, map turystycznych, albumów, wybrane kolekcje dla podróżników oraz podręczniki z zakresu geografii obcojęzycznej. Najciekawsze miejsca na świecie mogą odkrywać razem z nami nie tylko starsi czytelnicy, ale również najmłodsi. Bez wychodzenia z domu, w naszej księgarni zawsze trafisz na najlepsze książki podróżnicze! Zachęcamy także do śledzenia naszego bloga o podróżach.

Mapy turystyczne – z nami trafisz w każde miejsce na świecie!

Dzięki dobrze opracowanej i czytelnej mapie turystycznej trafisz w każde miejsce, które sobie wymarzysz. Dla takich pasjonatów odkrywania świata jak ty, mamy wiele propozycji map turystycznych: laminowanych i tradycyjnych. Zaopatrując się w nie bez problemu zaplanujesz każdą podróż i wyznaczysz najciekawszą dla siebie trasę. W naszym profesjonalnym sklepie podróżniczym wyszukać można mapy turystyczne Polski i świata w różnych skalach, bardzo rzetelnie opracowane. Z nimi dotrzesz w m.in. Bieszczady, Tatry, na Pomorze oraz odwiedziesz wiele ciekawych miejsc na każdym kontynencie. Praktyczne i wytrzymałe, sprawdzą się nawet w najtrudniejszych warunkach. Jeśli brakuje tutaj mapy z interesującą destynacją, napisz do nas! Postaramy się znaleźć ją dla Ciebie.

Przewodniki turystyczne – zaplanuj swoją podróż!

Skąd czerpać wiedzę na temat najciekawszych miejsc i zabytków do zwiedzania? Gdzie wyszukać informacji o restauracjach, które podają najsmaczniejsze lokalne potrawy? Jak poznać historię regionu czy państwa, w którym chce się spędzić wakacje? Przewodniki turystyczne z naszej oferty, to lektura, która może okazać się bardzo przydatna wszystkim, którzy wybierają się w wakacyjną lub służbową podróż. Wśród najbardziej popularnych propozycji i najczęściej kupowanych są m.in. przewodniki takich wydawnictw jak Pascal, National Geographic. Z ich pomocą można zaplanować w ciekawy sposób każdy wyjazd. Udana podroż w Bieszczady, do Rzymu, Indii, czy Kairu? Tylko z przewodnikami turystycznymi z naszej księgarni!

Atlasy geograficzne i tematyczne, czyli co słychać w świecie…

Nasza księgarnia, poza przewodnikami i mapami turystycznymi, to również miejsce, gdzie wybrać można wiele ciekawie opracowanych atlasów geograficznych i tematycznych. Ze względu na wysoką jakość, są bardzo cennym źródłem wiedzy. Przydać się mogą nie tylko uczniom czy studentom do nauki, ale również tym, którzy pasjonują się szeroko pojętą geografią. Atlasy geograficzne, które polecamy, mają atrakcyjną, ilustrowaną formę. Dla tych, którzy chcą poznać kulturę lub politykę jakiegoś państwa będą cenną skarbnicą wiedzy. Nasza księgarnia posiada także interesujący pakiet atlasów tematycznych, które ucieszą pasjonatów np. historii, przyrody, astronomii czy wycieczek rowerowych.

Najlepsze książki podróżnicze – inspiracja do wyjazdów.

Czasami inspiracja do wyprawy w jakiś zakątek świata przychodzi po lekturze interesujących książek o podróżach. Dla pasjonatów tego rodzaju literatury mamy szeroki wachlarz tytułów znanych polskich oraz zagranicznych autorów. Dzięki wysokiej merytoryce książek, które zgromadziliśmy, to świetna okazja do tego, aby wybrać się w niesamowitą podróż w każdy zakątek globu. Zaproponować możemy m.in. pasjonujące reportaże do egzotycznych Indii, pachnącej kawą Brazylii, czy coraz chętniej odwiedzanej Gruzji. Marzysz o wejściu na szczyt Mount Everest albo K2? Opisy trudów zdobywania wierzchołków tych gór i innych przeczytasz w najlepszych książkach podróżniczych dostępnych w naszej księgarni.

Blog o podróżach – zdaj nam swoją relację!

Lubisz podróżować? Chcesz podzielić się swoimi wrażeniami, zachęcić innych do wypraw w te miejsca, które Ty już odwiedziłeś? Zapraszamy do wspólnego pisania bloga o podróżach. Twoje przemyślenia na temat przygotowania do danej wyprawy mogą okazać się cenne dla innych podróżników. Blog o podróżach to miejsce, gdzie możesz zadać nurtujące Cię pytanie, zaprezentować zdjęcia z własnych wojaży, podzielić się przygodami, które przeżyłeś. Twoje wspomnienia na temat niesamowitych widoków, intrygujących kultur i obyczajów, nietuzinkowych ludzi, wyjątkowych regionalnych smaków i zapachów - wszystko to może znaleźć się w naszej Blogosferze. Dziel się z nami swoimi bliskimi i dalekimi wyprawami!

Antykwariat – poznaj nasze „książki z duszą”!

Jeśli jesteś miłośnikiem starych książek, unikatowych publikacji o tematyce podróżniczej, to w naszym antykwariacie z pewnością znajdziesz dla siebie wiele ciekawych pozycji. Zabytkowe, pojedyncze i niepowtarzalne tytuły, które zebraliśmy w naszej ofercie wpiszą się w oczekiwania wszystkich tych, którzy szukają lektur sprzed 1980 r. jak i współczesnych. Wszystkie książki o podróżach posegregowane są w przejrzyste kategorie, dzięki czemu łatwiej będzie odnaleźć poszukiwaną pozycję. Wśród nich nie brakuje także używanych atlasów czy podręczników szkolnych albo akademickich. Dla tych, którzy lubią „książki z duszą” będzie to wielka gratka. Zabytkowe, unikalne atlasy, przewodniki i książki podróżnicze – odwiedź nasz antykwariat!

W krainie Trolli:) 4
Verdens Ende, czyli koniec świata.. Tak nazywa się punkt widokowy z przepiękną, jak z obrazka latarnią morską. Pomimo lekkiego wiatru, dopisywała nam pogoda i morze mieniło się od słońca.Szczerze mówiąc mogłabym tu zostać:)Ale przecież Norwegia czekała!A raczej to ja czekałam na Norwegię i nie zawiodłam się.Dalej było tylko lepiej. Trafiliśmy na noc do klimatycznego ośrodka, nieopodal miejscowości Mandal, gdzie czekał na nas, fajnie wyposażony drewniany domek. Malutkim drewnianym mostkiem nad ulicą można było zejść na małą promenadę, porcik i jezioro czy basen.Czy wy wiecie jak cudownie pije się wino w takiej scenerii?:)Cała trójka obudziła się następnego ranka w szampańskich humorach i podążyła do kolejnego miejsca, jakim był najbardziej wysunięty na południe punkt w Norwegii, a wraz z nim latarnia morska Lindesnes Fyr.Tam z kolei wiało przeraźliwie, dlatego mimo słońca przywdzialiśmy kaptury i weszliśmy podziwiać latarnię i śliczną panoramę morską. W gratisie do biletu otrzymaliśmy darmową kawę w pobliskiej restauracyjce, a Pani która nas miała obsłużyć zawzięcie rysowała coś w swoim kajecie. Ruchy „pędzla” były zamaszyste i spodziewałam się ujrzeć dzieło sztuki na miarę Muncha, a tu kwadracik, w nim narysowany ludzik, kreski zamiast nóg i rąk, koślawe słoneczko namalowane jakby przez dwulatka, wszystko to czarnym długopisem, a nie akwarelą..W każdym razie z ciężkim sercem Pani przerwała czynności i podała nam kawę, to wszystko bardzo nas rozbawiło. Same widoki oczywiście rewelacyjne, zewsząd widać było nagie skały i wzburzone morze po horyzont. Co dalej? Miasteczko Flekkefjord, z białą drewnianą zabudową, gdzie zjedliśmy przepyszną carbonarę przywiezioną jeszcze z domu. Był to miły przystanek, by rozprostować kości i nabrać sił na dalszą drogę do Tau, gdzie mieliśmy kolejny nocleg. Jedynym plusem hotelu było stado dzwoniących owieczek nieopodal, chociaż niektórym pewnie też to mogło przeszkadzać w zasypianiu;) Nam nie. Położyliśmy się w miarę wcześniej spać, ponieważ następnego dnia czekał nas test, wyprawa, wspinaczka z naszą roczną córeczką na Preikestolen.Wiadome było, że to, czy zdecydujemy się wejść, zależy w dużej mierze od pogody. Gdyby padało-mieliśmy zmienić plany, ale gdy rano się obudziliśmy już można było dostrzec pierwsze oznaki pięknego słonecznego dnia. Porządne buty, dużo wody, kremy na słońce, jedzenie dla małej, kanapki dla nas, czekolada, nosidełko, pampersy, mokre chusteczki i jesteśmy gotowi.Ja osobiście wolę się wspinać aniżeli schodzić dlatego pierwsza część nie była aż tak straszna. Mała po chwili chrapała w nosidełku, a my swoim tempem pokonywaliśmy lżejsze i cięższe odcinki. Na szlaku sporo ludzi w różnym wieku. Zdarzyła się jedna para z dzieckiem mniejszym niż nasze, całkowicie przykrytym pieluchą. Szczerze mówiąc podziwiam, bo bym się z takim maleństwem nie odważyła wejść. Całkiem sporo osób starszych, to już w ogóle podziwiam, aczkolwiek nie wykluczone że były to osoby doświadczone:)Przynajmniej na takie wyglądały.Samo wejście nas mile zaskoczyło, bo wiedzieliśmy, że są dwa strome podejścia, ale spodziewaliśmy się stromych głazów rozrzuconych niedbale tak, jak widoczne to było na zdjęciach dostępnych w Internecie, a okazało się, że wiele kamieni tworzy schodki, co znacznie ułatwiło nam wchodzenie. Pierwszy dłuższy przystanek na zmianę pieluchy i obiadek odbyliśmy mniej więcej po ¾ drogi. A potem to już tylko coraz piękniej i piękniej:) W tej okolicy fiordów- Rogalandzie jest podobno ambitniejsze wejście na Mount Kierag, ze zjawiskowo umiejscowionym głazem pomiędzy dwoma skałami, ale uznaliśmy, że na pierwszy raz z małą Preikestolen w zupełności wystarczy. I faktycznie widok był nieziemski. Udało nam się zrobić zdjęcia prawie na czubku, choć nieliczne (bardzo nieliczne) grono odważyło się na więcej. Ala nieświadoma gdzie się znajduje odkryła fascynujące pokłady czarnej ziemi i próbowała włożyć ją sobie do ust, a my podziwialiśmy piękno natury. Spędziliśmy na górze niecałą godzinę po czym zaczęliśmy schodzić, bo słońce zaczynało doskwierać dosyć mocno:)Kto by pomyślał?:) Przy zejściu było już gorzej, mniej siły, szybciej traciło się energię, zmęczenie zaczęło dawać o sobie znać. Wielkie pokłony dla mojego męża, który niósł Alę całą drogę… Natomiast nasza córeczka to prawdziwy podróżnik, oglądała sobie widoki, mijających ludzi i praktycznie nie było jej słychać. Udało się zejść i każdy zasłużył na odpoczynek. Gorąco polecam taką wyprawę!Gdy już odzyskaliśmy siły czekał nas dalszy odcinek drogi. Szczerze mówiąc pod względem fizycznym i logistycznym ten dzień to było wąskie gardło całej wycieczki. Nie dość, że wspinaliśmy się na Preiekstolen to czekała nas wyprawa do Bergen czyli jakieś 300 km, co na tamtejszych drogach daje około 5-6 godzin jazdy.. Byłam tutaj przygotowana na cały wachlarz wygłupów z dzieckiem, w rękawie mieliśmy również niewykorzystaną drzemkę Ali oraz nadzieję, że wszystko przebiegnie sprawnie, nie będziemy długo czekać na promy itp. I udało się dotrzeć bezpiecznie do Bergen około 20stej wieczorem, ale przez to, że zabudowa Bergen nie pozwala na parkowanie w centrum (a nasz hotel leżał już w tej strefie) zaparkowaliśmy na awaryjnych naprzeciwko hotelu, a mąż wnosił nasz dobytek i tutaj podejrzewam przeciągnęliśmy strunę u naszej córeczki, która ze zmęczenia już zaczęła robić się niesforna. Ale udało się ją położyć, zaparkować auto (około 15 minut od hotelu), zaplanować dzień następny i położyć się spać. W hotelu tym mieliśmy spać dwa dni, bo było wszędzie blisko, a panowała w nim atmosfera typowo studencko- międzynarodowo- hostelowo- rodzinno- biznesowa, czyli prawdziwy przekrój.Plusy w podróżowaniu z małym dzieckiem są choćby takie, że dzień zaczyna się dosyć wcześnie i nie trzeba zastanawiać się czy trochę odespać dzień poprzedni czy zwiedzać, poznawać i nie tracić ani minuty na totalne lenistwo:)Ja w podróży wyznaję zasadę, że jak mam się ”leniwić” to w domu, a jeżeli już w obcym kraju to minimum jeden, dwa dni.. Umęczyłabym się w wakacje typu all inclusive JA+ BASEN+ MNÓSTWO JEDZENIA, ponieważ taka forma spędzania wolnego czasu męczy mnie bardziej niż aktywne zwiedzanie. Zatem w Bergen wstaliśmy dosyć wcześnie poszliśmy do miłej kawiarenki na śniadanko i kawę, a potem i ruszyliśmy na spacer po centrum, ulice były jeszcze wolne od turystów, na targu rybnym ustawione były już kramiki ze świeżymi rybami i owocami morza. Totalny odjazd. Piękne okazy homarów, krewetek, dorsza etc. Naszym celem w danym momencie nie było jednak jedzenie, ale zobaczenie słynnych budynków hanzeatyckich, które połyskiwały ślicznie w porannym słońcu. Drewniane, kolorowe kamienice i magazyny hanzy widnieją na liście dziedzictw UNESCO. Nieopodal znajdują się inne zabytki miasta jak: Hakonshallen i Rosenkrantzztarnet. Oba budynki oglądaliśmy od zewnątrz opalając się chwilę na polanie wśród ciekawie przyciętych drzew. Ten pierwszy budynek to najstarsza świecka budowla w Norwegii jaka przetrwała do teraz. Drugi obiekt to forteca, całkiem okazała, z punktów widokowych można było obejrzeć port miasta. Wracając w porze lunchowej wstąpiliśmy raz jeszcze na targ by skosztować specjałów Morza Północnego a potem podziwiając po drodze stary zabytkowy budynek restauracji McDonald kupiliśmy bilety na kolejkę Floibanen. Jakie mieliśmy niesamowite szczęście z pogodą! W Bergen, gdzie leje większość dni w roku? Panorama Bergen była zachwycająca, a same wzgórze idealne na drzemkę i spacerek wśród iglastych drzew. Wracając do hotelu staraliśmy się przejść bocznymi uliczkami wolnymi od turystów za to pełnymi tutejszej śmietanki rozrywkowej. Do skansenu Gamle Bergen trafiliśmy trochę za późno, ponieważ otwarty był bodajże do 16:00, a my byliśmy jakąś chwilę po. Nic się jednak nie stało ponieważ, obejrzeliśmy sobie wszystkie drewniane budynki z VIII i XIX wieku od zewnątrz, Ala nakarmiła gęsi i ruszyliśmy do parku z fontanną, gdzie Ala biegała po trawie z kamerą go-pro zaczepiając dosłownie wszystkich na kocach. Wieczór zakończyliśmy tuż przy hotelu pijąc piwko, jedząc bagietkę z krewetkami i osładzając się ciastem czekoladowym. Następny przystanek? Rejs po Sognefjorden..Świetna sprawa, ale również i wielka niewiadoma pod względem pogodowym. Stwierdziliśmy, że jeżeli z pogodą uda nam się dziś to resztę pobytu może lać ile wlezie:)Ruszyliśmy w stronę Gudvangen skąd miał wypływać prom. Zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym nieopodal Stalheim, by podziwiać piękną dolinę Nærøydalen i wodospady- Stalheim i Sivle.Znowu pogratulowaliśmy sobie wyboru pory roku na zwiedzanie Norwegii, ponieważ w sierpniu nie byłoby już prawdopodobnie możliwe zobaczenie tylu pięknych wodospadów. Z punktu widokowego zjechaliśmy słynną drogą Stalheimskleiva, obejmującą 13 wąskich zakrętów, niecałe 1,5 km, o nachyleniu sięgającym powyżej 20%. Kiedy dojechaliśmy do wioski wikingów czyli Gudvangen mieliśmy jeszcze trochę czasu do odpłynięcia promu więc przeszliśmy się wzdłuż rzeczki, robiąc zdjęcia wodospadom i łodzi wikingów. Poznaliśmy przy tym bardzo sympatyczną rodzinkę Amerykanów z polskimi korzeniami, którą tworzyli: Shayne, Kimberley i ich przeurocza córeczka Evynn, w cudownej biało-granatowej sukience norweskiej.W tej scenerii wyglądała bajkowo.Jak się później okazało, Evynn nosi zawsze tylko sukienki.Na tej wycieczce obejmującej Norwegię, Polskę i Niemcy postanowiła nosić stroje ludowe danego kraju.Ala była zafascynowana starszą koleżanką, która pokazywała jej międzynarodową piosenkę: „kaczuszki”.Ja z kolei rozmawiałam z Shaynem o jego polskich korzeniach, o naszych doświadczeniach na zachodnim wybrzeżu Stanów, gdzie mieszkali oni i wszyscy razem komentowaliśmy piękne widoki dookoła. Rejs był naprawdę piękny.No a pogoda? Wymarzona.. Słoneczko odbijało się w tafli, w tle delikatny wiaterek..Wahaliśmy się początkowo czy wybrać rejs z Flam tylko do wąskiego Naeroyfjordu, ale zdecydowaliśmy się zacząć od Naeroyfjordu i przepłynąć również fragmentem Sognefjordu, który łącznie ma długość około 200 km, co daje mu pierwsze miejsce w tej kategorii w Europie i drugie na świecie. Warto było.Po rejsie trwającym około 3 godziny dotarliśmy do Kaupanger i przeprawiliśmy się kolejnym promem na południe. O jak tam było cudownie. Tak właśnie wygląda raj:)Chociaż nie mogłam się oprzeć myśli, że w zimie wcale nie jest tak bajkowo, zwłaszcza dla mieszkańców. Zboczyliśmy z głównej drogi w kierunku Borgund Stavkirke, czyli drewnianego kościoła, który należy do najbardziej charakterystycznych budowli tego typu i jest całkiem dobrze zachowany.Potem jechaliśmy już w kierunku Flam wybierając ok. 25 minutową drogę przez najdłuższy tunel drogowy świata- Laerdal.Musiałam wspiąć się tutaj na lekkie wyżyny swoich możliwości animacyjnych, bo choć Ala lubi tunele, to jazda w tak długim tunelu sprzykrzyła się nam wszystkim po jakiś 15 minutach.Dotarliśmy w końcu do Flam, gdzie zjedliśmy obiad, zwiedziliśmy Aegir Brewery& Pub, tutejszą browarnię, zakupiliśmy po 3 rodzaje tutejszego piwa i ruszyliśmy zameldować się w kolejnej noclegowni jaką był uroczy domek z apartamentami, z ogrodem i widokiem na dolinę we Flam, mały kościółek, Flamselvi- tutejszą rzekę, piękny wodospad oraz tory kolejowe Flamsbany, słynnej kolejki prowadzącej do Myrdal, górskiej osady. Z tą kolejką mieliśmy kłopot. Od początku twierdziliśmy, że musimy wybrać jedną z dwóch droższych atrakcji: rejs po fjordzie lub malowniczą drogę górska, słynącą z najbardziej stromej linii kolejowej na świecie. Wieczór we Flam spędziliśmy więc w uroczej scenerii zastanawiając się jak to rozwiązać i czy warto jest wydać niespełna 800 zł na przejazd kolejką podziwiając krajobrazy, które ktoś na jednym z forów określił jako „normalne dla podróży samochodem w Norwegii”. Za, przemawiała również opinia spotkanego wcześniej Shayne’a, który powiedział, że warto, ponieważ, po środku tej trasy znajduje się urokliwe miejsce z łąką, kozami i ośnieżonymi szczytami dookoła.Oni wjechali kolejką do końca, po czym po środku wysiedli i schodzili w dół. Niestety cena była równa na cały przejazd, nie miało to znaczenia , gdzie się wsiada czy wysiada.Zapytaliśmy się młodej Norweżki, która wynajmowała nam pokój czy nie ma innej drogi samochodem, chociaż do połowy, bo przecież musi istnieć jakaś alternatywna droga.Ona niechętnie powiedziała, że owszem jest droga, ale na początku biegnie ona wzdłuż rzeki, i z tego tytułu jest wciąż zalewana, gdy pada deszcz i wówczas nieprzejezdna. „Jutro ma padać, więc odradzam”, powiedziała. Szczęśliwie tego dnia w domku odbywała się impreza, na która przyjechał tutejszy przewodnik, który powiedział, że można pojechać tą drogą, zatrzymać się w połowie i dalej iść pieszo. Postanowiliśmy, że tak właśnie zrobimy. Pogoda się udała, samochód powoli toczył się po wąskiej górskiej drodze, a dookoła, góry i wodospady, aż dotarliśmy do miejsca, gdzie nie można było już dalej jechać, więc zaczęliśmy iść. Byliśmy bardzo zdeterminowani, by pokazać Ali kozy. Gdy już przestaliśmy wierzyć, że idziemy prawidłowo, oczom ukazała się drewniana furtka, na której było napisane: nie wypuszczać zwierząt, a za nią polana i góry dookoła. Niestety ani śladu kóz, choć ich zapach a i owszem. W końcu z daleka dostrzegliśmy kozy,” pasące się” daleko na wzgórzach.Więc zbliżyliśmy się do stóp jednego ze wzgórz i pokazaliśmy Ali kozy:)A tu nagle całe stado ruszyło na nas.. i trochę wprawiło nas w konsternację, na szczęście kozy przyjaźnie ruszyły w dół za nami. Cieszyliśmy się niezmiernie, że nie pojechaliśmy kolejką mimo, że nie dotarliśmy do końca- do Myrdal. 1 wisienką na torcie w tym dniu okazał się kolejny punkt wycieczki, a zarazem widokowy- Stegastein. Wprost nieziemski widok na Aurlandsfjord i góry. Droga prowadzi od Aurland i ciągnie się około 6 kilometrów w górę. Na samej górze czeka cudowna panorama z wyciągniętej na wysokość 650 metrów drewnianej platformy. Gdy zjeżdżaliśmy, Ala zasnęła, po czym wybraliśmy drogę powrotną. Tu znowu wybór był dwojaki, ale my zdecydowaliśmy się na podróż drogą numer 50, która swoim pięknem zaskoczyła nas samych. I to właśnie była wisienka na torcie numer 2.Droga wzbijała się górę, mijając kolejny punkt widokowy Lavisberget, dotarliśmy prawie do nieba. Mówię tak, bo dookoła były tylko ośnieżone szczyty i praktycznie pusta asfaltowa droga, miało się wrażenie, że jest się na dachu świata, wyszliśmy z samochodu nacieszyć się tym górskim pustkowiem. Następny przystanek na tej drodze dotyczył malowniczego jeziora i stada owiec, które beczały wesoło przy drodze. Niesamowita sprawa. W połowie drogi do Oslo zatrzymaliśmy się na obiad. Często podczas wycieczki czuliśmy się skrępowani naszym dzieckiem, które z kolei bez krępacji przyglądało się jedzącym ludziom, a już zwłaszcza mężczyznom o ciemnej oprawie oczu:) Aż tu nagle przy obiedzie przysiadł się ciemnoskóry , elegancki Pan, a nasze dziecko prawie wypadło z wózka ze zdziwienia. Tak nasz ta sytuacja ubawiła, Pana na szczęście nie uraziła i zachęciła do podejścia i podania Ali rączki. Ileż to ludzi można poznać dzięki małemu dziecku! To samo było przy parze starszych Japończyków, którzy zafascynowani Alą robili jej we dwójkę na przemian zdjęcia. Raz jeden aparacik raz drugi:)Wieczorem zmęczeni i szczęśliwi zasnęliśmy szybko,dziękując za piękną norweską pogodę!:)
czytaj całość Skomentuj
Wakacyjny konkurs! 0

W dniach 24.06-31.08.2016 prosimy o dodawanie zdjęć i opisów z Waszych wakacyjnych podróży na naszej stronie internetowej w zakładce: Blogosfera Triptelników!

Autora najciekawszego opisu + zdjęcia nagrodzimy kuponem o wartości 100 zł na zakupy w Księgarni Triptelnik. Zapraszamy do wzięcia udziału!

Rozstrzygnięcie konkursu: 10.09.2016 w zakładce Blogosfera. Udanych wakacji Kochani!

czytaj całość Skomentuj
Z cyklu: "Miasta w Polsce". POZNAŃ 0

Należę do osób, które na zwiedzanie miast muszą mieć ochotę, odpowiedni klimat i czas. A przede wszystkim muszą dysponować choć niewielką wiedzą na temat ciekawych rejonów, knajpek i miejsc , ponieważ „brodzenie” wśród tłumów jest niewiarygodnie męczące i może popsuć odbiór najlepszej atrakcji turystycznej. Uroki miast w Polsce lubię odkrywać szczególnie „nie w sezonie”, natomiast za granicą- różnie to bywa:) Ale skupmy się na kraju… Poznań jest niewątpliwie w czołówce najpiękniejszych miast polskich. Nie brakuje tutaj turystycznych atrakcji, ciekawej historii, legend i zieleni, słowem: „miasto ideał”? Otóż nie, jak każdemu miastu i tu zdarzają się wpadki. Jest parę pięknych, wartych odwiedzenia miejsc i jest parę rzeczy, które przy zwiedzaniu można by odpuścić. Myślę, że , aby w pełni poczuć atmosferę i serce miasta trzeba je poznać w kilku odsłonach: historycznej, zabytkowej, rekreacyjnej, „nocnej”, rozrywkowej i kulinarnej.

Odsłona historyczna: jedna z pierwszych dat jakie pamiętamy ze szkoły to rok: 966- chrzest Polski. Z tego też tytułu Wielkopolanie, zatem też Poznaniacy lubią przedstawiać swój rejon jako zalążek Państwa Polskiego, ale warto wiedzieć, że historia miasta rozpoczęła się w 1253 roku, zatem około 40 lat później, niż liczy najstarsze (według prawa magdeburskiego) miasto w Polsce- Złotoryja (województwo dolnośląskie). Bez wątpienia jednak Poznań to kolebka kupiectwa i handlu, swoją pozycję prężnie rozwijało na przestrzeni lat stając się obecnie gospodarczą perełką Polski. Jedna z ważniejszych dat historycznych dla miasta to 28 czerwca 1956, kiedy to w imię wolności i jakości życia swoje życie straciło wielu walczących z władzą poznańskich robotników.

Odsłona zabytkowa/nocna/kulinarna: zdecydowanie polecam zobaczyć starówkę z kolorowymi kamieniczkami, knajpkami, ratuszem i koziołkami, fontannami... To niewątpliwe serce miasta, którego nie sposób odpuścić. Warto poznać „nocną” wersję rynku, wypić „Trzy szychy” w Brovarii lub Fortunę w jednej z bocznych uliczek. Dla osób lubiących kameralne zwiedzanie, uwaga jest to możliwe! Poranki na rynku to często okazja do spaceru w mniejszym gronie. Co jeszcze? Koniecznie: Rogalowe Muzeum Poznania (jeśli chcecie poznać tajniki wypiekania rogali świętomarcińskich, tutejszego przysmaku, zapoznać się z gwarą, doskonała zabawa dla dzieci i dorosłych gwarantowana, no i ten budynek! Pięknie staro zdobione sufity i widok z okna wprost na Start Rynek); Ostrów Tumski wraz z katedrą, okolicznym uliczkami, malowidłami nowo wybudowanym kompleksem „Brama Poznania”; Poznańska Fara. Sprawą dyskusyjną jest tu dla mnie zamek. Z zewnątrz ciekawy, część nowsza, atrakcyjna, ale część starsza pozostawia wiele do życzenia. Właściwie nie ma tam za bardzo co zwiedzać. No i lokalizacja przy ulicy Św. Marcin, która wizytówką przestała chyba być już dawno.. No ale tego zmienić się nie da. Niedaleko znajduje się też kompleks Targów Poznańskich, które też są niejako symbolem miasta. No a komu bliżej do rzadziej odwiedzanych przez turystów ścieżek, polecam przejść się ulicami Jeżyc, jednej z dzielnic, w której panuje wyjątkowy klimat. Z knajpek zdecydowanie polecam: Dragon Pub (jest co zjeść i co wypić w pięknym otoczeniu kamienic), Weranda Caffe, Ptasie Radio oraz Republika Róż.

Odsłona rekreacyjna/rozrywkowa…Oj tutaj miasto ma wiele do zaoferowania: spacer nad jeziorem Malta (jezioro ma wspaniałe rekreacyjne zaplecze latem i zimą jest to miejsce uprawiania wszelakich sportów: jest basen z termami, stok narciarski, ścieżki rowerowe) przejazd kolejką „Maltanka” do Nowego ZOO, Park Sołacki, Park Cytadela z Fortami oraz Jezioro Rusałka. Zakupy w historycznym Starym Browarze (polecam usiąść w usytuowanym obok parku) lub w centrum handlowym Malta, filmy: Kino Rialto, legendy poznańskie: Blubry 6D.

I co zachęciłam Was?:)

czytaj całość Skomentuj
img
Wyrażam zgodę na otrzymywanie wiadomości zawierających informacje handlowe o wyprzedażach, promocjach oraz innych akcjach specjalnych serwisu TRIPTELNIK.PL na podany przeze mnie adres e-mail.
Zapisz się do newslettera, a otrzymasz rabat na zakupy, oraz informacje o nowościach i promocjach
Wszystkie prawa zastrzeżone dla Triptelnik.pl Projekt i realizacja: Maxsote.pl 2015
do góry
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl