img
img
img
img

Zadzwoń do nas
+48 / 500 815 470
Pon-Pt: 8:00 - 16:00



Wybierz dział Księgarnia Antykwariat
imgKsięgarnia
imgPrzewodniki
imgAntykwariat
imgPrzewodniki
imgBlogosfera Triptelników
imgNowości
imgPromocje

Triptelnik – wyjątkowa księgarnia turystyczna i antykwariat

Triptelnik to profesjonalna księgarnia turystyczna i antykwariat oferujący unikatowe egzemplarze z zakresu literatury podróżniczej. Nasz asortyment obejmuje przede wszystkim przewodniki turystyczne, mapy, atlasy, podręczniki, a także bogato ilustsrowane książki dla dzieci. Jesteśmy księgarnią turystyczną posiadającą w asortymencie książki podróżnicze, które mogą stanowić inspirujące lektury przed wyjazdem, jak i być bezcenną pomocą w czasie podróży. W naszej ofercie nie brakuje także pięknie oprawionych albumów, które idealnie sprawdzą się chociażby w roli niebanalnego pomysłu na prezent. Jako księgarnia dla dzieci i dorosłych, proponujemy nie tylko bogaty wybór książek podróżniczych i przewodników turystycznych, ale także szeroką gamę kolorowych książeczek dla najmłodszych, pomagających zrozumieć świat, a także uczących i rozwijających zainteresowania.

Wolfgang Bauer Porwane
Cena: 30,13 zł

  • nowość
Arkady Paweł Fiedler. Maluchem przez Afrykę
Cena: 31,54 zł
Koperski Romuald Syberia Zimowa odyseja
Cena: 39,45 zł

  • nowość
Mirosław Wlekły Tu byłem. Tony Halik
Cena: 36,58 zł

  • nowość
Praca zbiorowa. Gra Dobble (edycja polska)
Cena: 48,80 zł
Dumel Interaktywna mapa Świata
Cena: 138,99 zł
Praca zbiorowa. Nowy Jork [Lonely Planet]
Cena: 60,34 zł
Rebel Dobble: 1 2 3
Cena: 46,68 zł
Zdzisław Preisner Wyprawy marzeń. Peru
Cena: 27,78 zł

  • nowość
Bajer Justyna Islandia Zestaw Przewodnikowy 2 w 1 (light)
Cena: 28,13 zł

  • nowość
Dzikowska Elżbieta. Polska znana i mniej znana
Cena: 33,49 zł
Katarzyna Błażejewska Koktajle dla zdrowia i urody. Pakiet
Cena: 55,26 zł

  • nowość
Kekusz Marta Bike and cook Kulinarny poradnik rowerzysty
Cena: 42,03 zł

  • nowość

Zabierz swoje dzieci w literacką podróż!

W naszej księgarni podróżniczej zadbaliśmy to, aby coś dla siebie znaleźli również najmłodsi czytelnicy. Wśród zgromadzonych propozycji nie brakuje więc książek opowiadających o podróżach, jak i tych, które można zabrać ze sobą na wyjazd z dziećmi. Atlasy geograficzne z kolorowymi ilustracjami zaciekawią pewnie niejednego małego podróżnika. Najmłodsi mogą poznawać świat poprzez serię edukacyjnych książek, które encyklopedyczną wiedzę przekazują w bardzo interesujący i łatwo przyswajalny sposób. Można również oglądać dzięki nim góry, morza, zwierzęta, rośliny, zabytki oraz najciekawsze miejsca w różnych zakątkach ziemi. Księgarnia dla dzieci taka jak nasza to miejsce, od którego warto rozpocząć literacką podróż…

Wyjątkowa podróż z wyjątkową księgarnią!

Księgarnia turystyczna Triptelnik powstała z myślą o dzieciach i dorosłych, których pasją są podróże – zarówno te, przysłowiowym „palcem po mapie”, jak i w realnym świecie. W naszym asortymencie wyszukasz starannie dobrane pozycje książkowe o bardzo szerokiej tematyce. Przygotowaliśmy propozycje interesujących i ciekawie ilustrowanych przewodników, map turystycznych, albumów, wybrane kolekcje dla podróżników oraz podręczniki z zakresu geografii obcojęzycznej. Najciekawsze miejsca na świecie mogą odkrywać razem z nami nie tylko starsi czytelnicy, ale również najmłodsi. Bez wychodzenia z domu, w naszej księgarni zawsze trafisz na najlepsze książki podróżnicze! Zachęcamy także do śledzenia naszego bloga o podróżach.

Mapy turystyczne – z nami trafisz w każde miejsce na świecie!

Dzięki dobrze opracowanej i czytelnej mapie turystycznej trafisz w każde miejsce, które sobie wymarzysz. Dla takich pasjonatów odkrywania świata jak ty, mamy wiele propozycji map turystycznych: laminowanych i tradycyjnych. Zaopatrując się w nie bez problemu zaplanujesz każdą podróż i wyznaczysz najciekawszą dla siebie trasę. W naszym profesjonalnym sklepie podróżniczym wyszukać można mapy turystyczne Polski i świata w różnych skalach, bardzo rzetelnie opracowane. Z nimi dotrzesz w m.in. Bieszczady, Tatry, na Pomorze oraz odwiedziesz wiele ciekawych miejsc na każdym kontynencie. Praktyczne i wytrzymałe, sprawdzą się nawet w najtrudniejszych warunkach. Jeśli brakuje tutaj mapy z interesującą destynacją, napisz do nas! Postaramy się znaleźć ją dla Ciebie.

Przewodniki turystyczne – zaplanuj swoją podróż!

Skąd czerpać wiedzę na temat najciekawszych miejsc i zabytków do zwiedzania? Gdzie wyszukać informacji o restauracjach, które podają najsmaczniejsze lokalne potrawy? Jak poznać historię regionu czy państwa, w którym chce się spędzić wakacje? Przewodniki turystyczne z naszej oferty, to lektura, która może okazać się bardzo przydatna wszystkim, którzy wybierają się w wakacyjną lub służbową podróż. Wśród najbardziej popularnych propozycji i najczęściej kupowanych są m.in. przewodniki takich wydawnictw jak Pascal, National Geographic. Z ich pomocą można zaplanować w ciekawy sposób każdy wyjazd. Udana podroż w Bieszczady, do Rzymu, Indii, czy Kairu? Tylko z przewodnikami turystycznymi z naszej księgarni!

Atlasy geograficzne i tematyczne, czyli co słychać w świecie…

Nasza księgarnia, poza przewodnikami i mapami turystycznymi, to również miejsce, gdzie wybrać można wiele ciekawie opracowanych atlasów geograficznych i tematycznych. Ze względu na wysoką jakość, są bardzo cennym źródłem wiedzy. Przydać się mogą nie tylko uczniom czy studentom do nauki, ale również tym, którzy pasjonują się szeroko pojętą geografią. Atlasy geograficzne, które polecamy, mają atrakcyjną, ilustrowaną formę. Dla tych, którzy chcą poznać kulturę lub politykę jakiegoś państwa będą cenną skarbnicą wiedzy. Nasza księgarnia posiada także interesujący pakiet atlasów tematycznych, które ucieszą pasjonatów np. historii, przyrody, astronomii czy wycieczek rowerowych.

Najlepsze książki podróżnicze – inspiracja do wyjazdów.

Czasami inspiracja do wyprawy w jakiś zakątek świata przychodzi po lekturze interesujących książek o podróżach. Dla pasjonatów tego rodzaju literatury mamy szeroki wachlarz tytułów znanych polskich oraz zagranicznych autorów. Dzięki wysokiej merytoryce książek, które zgromadziliśmy, to świetna okazja do tego, aby wybrać się w niesamowitą podróż w każdy zakątek globu. Zaproponować możemy m.in. pasjonujące reportaże do egzotycznych Indii, pachnącej kawą Brazylii, czy coraz chętniej odwiedzanej Gruzji. Marzysz o wejściu na szczyt Mount Everest albo K2? Opisy trudów zdobywania wierzchołków tych gór i innych przeczytasz w najlepszych książkach podróżniczych dostępnych w naszej księgarni.

Blog o podróżach – zdaj nam swoją relację!

Lubisz podróżować? Chcesz podzielić się swoimi wrażeniami, zachęcić innych do wypraw w te miejsca, które Ty już odwiedziłeś? Zapraszamy do wspólnego pisania bloga o podróżach. Twoje przemyślenia na temat przygotowania do danej wyprawy mogą okazać się cenne dla innych podróżników. Blog o podróżach to miejsce, gdzie możesz zadać nurtujące Cię pytanie, zaprezentować zdjęcia z własnych wojaży, podzielić się przygodami, które przeżyłeś. Twoje wspomnienia na temat niesamowitych widoków, intrygujących kultur i obyczajów, nietuzinkowych ludzi, wyjątkowych regionalnych smaków i zapachów - wszystko to może znaleźć się w naszej Blogosferze. Dziel się z nami swoimi bliskimi i dalekimi wyprawami!

Antykwariat – poznaj nasze „książki z duszą”!

Jeśli jesteś miłośnikiem starych książek, unikatowych publikacji o tematyce podróżniczej, to w naszym antykwariacie z pewnością znajdziesz dla siebie wiele ciekawych pozycji. Zabytkowe, pojedyncze i niepowtarzalne tytuły, które zebraliśmy w naszej ofercie wpiszą się w oczekiwania wszystkich tych, którzy szukają lektur sprzed 1980 r. jak i współczesnych. Wszystkie książki o podróżach posegregowane są w przejrzyste kategorie, dzięki czemu łatwiej będzie odnaleźć poszukiwaną pozycję. Wśród nich nie brakuje także używanych atlasów czy podręczników szkolnych albo akademickich. Dla tych, którzy lubią „książki z duszą” będzie to wielka gratka. Zabytkowe, unikalne atlasy, przewodniki i książki podróżnicze – odwiedź nasz antykwariat!

Julia Raczko i jej dwie rewelacyjne książki podróżnicze/ Recenzja 2

Jedno jest pewne- Julii nie da się nie lubić. Kto miał sposobność spotkać ją na żywo na pewno to potwierdzi, a kto miał okazję przeczytać jej książki- potwierdzi tym bardziej! Ja na leżę do grona osób, którym udało się i jedno i drugie stąd powyższy wniosek:) Julia jest Polką, mieszkającą w Australii, dziennikarką, psychologiem, blogerką poczytnego bloga Where is Juli+ Sam. Ale jest też pisarką i autorką dwóch książek podróżniczych: „Gdzie jest Julia?”, „Julia jest w Australii”. Ostrzegam, lektura obu jest wciągająca i uzależniająca, a po przeczytaniu będziecie siebie widzieli już spakowanych, na lotnisku, gotowych do drogi. „Gdzie jest Julia” opowiada historię podróży dookoła świata i jest też swoistym przewodnikiem dla osób, które chciałyby się w taką podróż wybrać, ale zupełnie nie wiedzą od czego zacząć. Julia to przerobiła, odważyła się zostawić dotychczasowe, poukładane życie i wyruszyć w nieznane, z biletem w określone miejsca, ale raczej „bez planu”. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę i doprowadziła do rozwoju wypadków, których nikt by się raczej nie spodziewał. Na pewno nie ona sama. Dlatego kontynuację jej losów możemy śledzić w drugiej jej powieści na temat Australii. Jest to nie tylko subiektywny przewodnik po najciekawszych miejscach w kraju, ale też opowieść o życiu z daleka od ojczyzny, o przełamywaniu barier, słabości, walce z „innością” na emigracji o trudach w poszukiwaniu pracy, związku z obcokrajowcem, cechach Australijczyków, ale przede wszystkim materiał solidnej wiedzy o Australii. Polecam z czystym sumieniem. I czekam z niecierpliwością i nadzieją na kolejną podróżniczą książkę Julii…

czytaj całość Skomentuj
Recenzja książki "Jutro przypłynie królowa" Macieja Wasielewskiego 3

Jakiś czas temu trafiłem na fascynującą opowieść o życiu mieszkańców na maleńkiej wysepce Pictairn. Sam fakt, że na świecie są miejsca, gdzie żyją ludzie tak bardzo odizolowani od reszty świata jest niebywały, do tego dochodzi historyczne brzemię, które mieszkańcy dźwigają do dzisiaj. Z tego musiała powstać książka! Bardzo gratuluję autorowi Panu Wasielewskiemu pomysłu, uporu, sprytu i chęci, by dać nam możliwość zrozumienia mechanizmów rządzących na wyspie. Zabrakło mi jedynie opisu zdemaskowania, bo autor wspomniał, iż tak owe miało miejsce. Jaka była reakcja mieszkańców? Po lekturze książki długo starałem się zrozumieć wewnętrzne rozdarcie gospodarzy Pictairn, którzy z jednej strony chcieli innego życia, a z drugiej zaciekle bronili swojego miejsca, swojego domu. Jednak zrozumiałem, że łączy ich wspólna historia, której nikt (zwłaszcza Europejczyk) nigdzie indziej nie zrozumie, która ciąży i do której się wraca nieustannie. I że życie we wspólnocie w ciągłym strachu i niepewności jest lepsze niż samotność i wewnętrzna pustka Veroniki. Czy będzie umiała jeszcze normalnie żyć? Najbardziej boli fakt, że świat na tą historię pozostał obojętny, a kobietom nikt na dobrą sprawę nie pomógł. Ale jak można pomóc osobom, którego tego nie chcą? I kim my jesteśmy żeby im wymierzać sprawiedliwość lub ich osądzać? Celowo nie podałem faktów z książki, ponieważ zachęcam do jej przeczytania. Stawiam natomiast pytania, które po lekturze, powinien zadać sobie każdy. I te moje przemyślenia, to najlepsza recenzja książki „Jutro przypłynie królowa” Macieja Wasielewskiego. Polecam!

czytaj całość Skomentuj
BANFF, JASPER,YOHO; Alberta TOP 10 2

Ze względu na piękno prowincji Alberta przesyłam10 miejsc, które moim zdaniem trzeba zobaczyć! 1.Emerald Lake 2.Jezioro Louise 3.Jezioro Peyto i widok na lodowiec 4.Jezioro Minnewanka 5.Droga łącząca Jezioro Minnewanka z Jeziorem Two Jack 6.Jezioro Two Jack Lake 7.The Fairmont Banff Springs 8.Wildlife 9.Mount Robson 10.Kicking Horse River

czytaj całość Skomentuj
Szwecja, Wybrzeże Zachodnie, podróż z małym dzieckiem 3

Naszą podróż planowaliśmy od jakiegoś czasu, na spokojnie, ponieważ rok temu urodziła nam się córeczka i zrezygnowaliśmy wtedy z „wakacji” na poczet uczenia się rodzicielstwa od podstaw. Nie mogliśmy się tej podróży doczekać, a jednocześnie byliśmy pełni obaw. Nie pomagały ostrzeżenia i pełne niepokoju obawy dziadków, rodzeństwa czy znajomych. Rodzice- jeśli takie obawy mieli, nie wyrażali ich głośno, bo pewnie znali nas na tyle, by wiedzieć, że w podróżowaniu i planowaniu mamy jakieś doświadczenie i że raczej nikt nas przed wyjazdem nie powstrzyma. No więc pojechaliśmy z naszą roczną córeczką w podróż po Szwecji. Plan był taki, że popłyniemy z Niemiec (bo taniej!). Samochód zapakowany po brzegi, najpotrzebniejsze rzeczy (takie jak zabawki, jedzenie na drogę, termos, gazety, książki, przewodniki, torba typu „baby must have”, kosmetyczki etc.) miałam ze sobą z tyłu. Koce, kurtki, poduszki leżały na przednim siedzeniu obok męża. Tak naprawdę przygotowaliśmy się na każdą pogodę wiedząc, że Skandynawia jest wymagająca i kapryśna. Nasze dziecko już po przekroczeniu granicy włączyło się nagle w tryb „zwiedzam” i podziwiało niemieckie wiatraki. Króciutka przerwa na rozprostowanie kości, banana i jogurt i już byliśmy na miejscu, oczekujący na prom. Ludzie z samochodów obok, po dach pakowali skrzynki alkoholu ze „strefy”. Słyszeliśmy o horrendalnych cenach żywności i picia. W kwestii alkoholu oprócz cen decydującym czynnikiem o zakupie w strefie była na pewno też ograniczona dostępność tego typu trunków, zwłaszcza powyżej określonego pułapu procentowego. Rejs po wodach Bałtyku minął nam spokojnie, śmiałkowie nawet opalali się na zewnątrz, choć mi w bluzie było dobrze w środku. Ala w swoim żywiole biegała po pokładzie zaczepiając wszystkich. Niektórzy wyluzowani rodzice puszczali dzieci na boso, w krótkich rękawkach. No ok. mamy czerwiec, ale czemu sami chodzą w butach i skarpetkach? Może trochę się czepiam, bo w sumie to podziwiam inne narody w sprawie zimnego chowu. Na miejsce dotarliśmy około szóstej. Teraz tylko wklepać w GPS adres hotelu w Goteborgu i za 3 godzinki będziemy na miejscu. Jestem przeciwnikiem używania GPS-ów, ale za granicą w większych miastach są całkiem przydatne. Nie obyło się również bez wygłupów, moją córkę śmieszą naprawdę specyficzne rzeczy Zabawki są na 2-3 minuty. Fajniej jest jak mama założy sobie na głowę pieluszkę, gdy szmaciana piłka robi „bam”, gdy zapala się światełko nad głową, czy gdy mija nas auto i robi brum. Pierwszy punkt programu: Goteborg. Założenie podczas całej wycieczki było takie, by maksymalnie do 10-tej wychodzić/wyjeżdżać/zwiedzać, bo wtedy nasza córeczka ma drzemkę. Pierwsze co rzuciło nam się w oczy to występowanie dużej ilości rowerów, ścieżek rowerowych i całkowite przyporządkowanie zarówno pieszych jak samochodów- rowerom. Nie raz zostaliśmy obdzwonieni z tego powodu. I wózek nie stanowił tu „okoliczności łagodzącej”, zasady to zasady. Goteborg posiada bardzo zielone centrum. Wiadomo, że od strony portowej wygląda to trochę inaczej, ale jak widać starano się zadbać o zielone enklawy i parki, by mieszkańcy mieli gdzie odpoczywać. Zwłaszcza park Slottskogen- największy, w którym jest mnóstwo atrakcji. My nie zapuszczaliśmy się w głąb, bo nie mieliśmy na to czasu, ale od razu przy wejściu widać było wspaniałą atmosferę tego miejsca. Rozbrzmiewała alternatywna muzyka na żywo, z uroczym wokalem wokalistki zespołu. Rodziny z dziećmi, grillem, zakochane pary, miłośnicy biegania, kobiety i mężczyźni różnych narodowości z psami, piłkami itp. Szwedzi są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów. Otwarci, ciepli, uśmiechnięci, prawdziwi. W drodze do Goteborgsoperan zaczepił nas tubylec, widząc, że studiujemy mapę, zapytał w czym może pomóc, polecił gdzie pójść, opowiedział o wydarzeniach w mieście. Jedną z rzeczy (poza książkami i ich autorami), które kocham w Szwecji to powszechne uwielbienie dla krewetek i w ogóle, owoców morza, ryb. Wprawdzie nie natknęłam się na tak pyszne przyrządzenie krewetek jak w Portugalii, to jednak była to pierwsza rzecz jaką spróbowałam na goteborskim targu rybnym. Przeważnie podaje się różowe krewetki ugotowane z głową i ogonkiem, do tego jakiś sos i chrupka polana oliwą z oliwek bagietka. Inna opcja to sos na bazie majonezu, musztardy, cream cheese z cytryną i koperkiem, pycha! Nie jestem zwolenniczką krabów, homarów i langusty, ponieważ skosztowanie mięsa zajmuje zbyt dużo czasu, chociaż kompozycje na talerzach to małe dzieła sztuki. Za to serowy krem z małżami- czemu nie? Uwielbiam zupy z owoców morza! Takie i inne rarytaski można w Szwecji uszczknąć na każdym rogu. Choć cenowo lepiej pozostać przy bagietce lub sałatce. Uczta dla ciała, uczta dla duszy, uczta dla oka, uczta dla intelektu. Taki był nasz pobyt w Goteborgu. Kolejny nasz cel to szwedzkie wysepki na wybrzeżu Bohuslan- Tjorn, Orust, Smogen oraz Fjallbacka i Tanumshede. Nocleg na wysepce Tjorn wspominam z nostalgią i uśmiechem. Była to rodzinna farma i plantacja truskawek z paroma drewnianymi domkami letniskowymi, wynajmowanymi przeważnie stałym gościom- Duńczykom, Niemcom, Szwedom lub Norwegom, którzy powracali w to miejsce stale. Staraliśmy się zawsze bookować pokój z łazienką, co okazało się dobrym pomysłem, bo służyła nam zazwyczaj jako kuchnia do odparzania butelek (albo po prostu miejsce do robienia koniecznego hałasu ) i łazienka w jednym. Drewniany domek miał malutki pokoik z podwieszanym łóżkiem piętrowym, gdzie właściwie dwie osoby musiały się bardzo przytulać, by nie spaść (tę opcję wybraliśmy, w końcu kiedy mamy się przytulać jak nie na wakacjach;), łazienkę, małą drabinkę do wejścia na łóżko na górze, które było jeszcze węższe, stolik, telewizor (zupełnie nam zbędny na wakacjach) i tyle. Czyli całkiem przyzwoicie (choć pająków ja, jak to ja, się dopatrzyłam) i co najważniejsze – czysto. Na zewnątrz- patio, a z boku- klatka z królikiem! Jakże moja córka była rada, że zobaczyła królika! A ja, że ona mogła go zobaczyć i dotknąć Historię królika poznaliśmy dzięki właścicielce posiadłości. Przyszła, by się przywitać, po ciężkim dniu pracy (nie wiem czy wszyscy mają świadomość, że prowadzenie gospodarstwa i lokali na wynajem to orka, dorzucić do tego hodowlę i uprawę w celach handlowych to naprawdę ciężki kawałek chleba, trzeba to po prostu kochać). Królik nie był ich. Nie wiem jakie właściwie były inne zwierzęta na tej „farmie”, ale królik był wypożyczany na okres wakacyjny Właścicielka powiedziała, że z niej- Leny to spokojny, leniwy flegmatyk i że jej dzieci i wnukowie nalegały dwa lata temu, by ją zmienić na inny ciekawszy ich zdaniem model. W zastępstwie przyszedł agresywny egzemplarz, furiat i gryzoń, dlatego postanowili wrócić do Leny. Dlatego mieliśmy to szczęście, że nasza Ala mogła się z nią przywitać, nie lękając się o jej zdrowie. Właścicielka jest z pochodzenia holenderką, ma bardzo ciepły i wdzięczny stosunek do Polaków, którzy dorabiają często u nich na wakacjach przy uprawie truskawek. Użyła nawet stwierdzenia, że gdyby nie Polacy, to ona nie wie co by stało się z jej dobytkiem. I choć nie jeden Polak uzna to za obelgę i olbrzymią niesprawiedliwość losu, ja wychwyciłam w jej głosie szacunek dla naszej pracowitej narodowości w stosunku do leniwych i otrzymujących wszystko z góry Szwedów. Znała polskie słowo „truskawka” i stwierdziła, że to dosyć trudny język. Zapytała mnie jednocześnie, czy znam jakieś słowo po szwedzku..I choć czytałam mini słowniczek przed wyjazdem to nic nie zapamiętałam i zrobiło mi się niesamowicie głupio, że nie przyłożyłam się bardziej do nauki..Jechać do kraju i z ignorancją dla mieszkańców wyjść z założenia, że zna się przecież angielski..Jakie to typowe. Obiecałam sobie przyswoić co nieco, a póki co dowiedziałam się, że powitanie brzmi tak samo jako w języku polskim: ”hej, hej”. Pani zapytała o nasze dalsze plany podróży. Opowiedziałam m.in. o Fjallbace, będącej, dla mnie –wielbicielki kryminałów jednym z celów tej podróży. Powiedziała: „ aaa kryminały Camilli Lackberg, ja osobiście nie czytałam, ale wiele osób na świecie ją czyta, zwłaszcza Francuzi, gościliśmy już kilku wielbicieli jej książek. Tak właściwie to może powinnam ją przeczytać, mój syn jest aktorem i grał w filmie na podstawie jej powieści.”, -Taaaak? To fantastycznie- mówię.”, „Niespecjalnie- powiedziała. Został zamordowany na początku filmu”. Tak czy owak właścicielka napędza to miejsce. Wraz z córką (która ma trójkę dzieci, jedno właśnie wróciło z Chin i testowało nową zabawkę) i całą rodziną, którą mieliśmy okazję poznać dnia następnego na śniadaniu, na którym serwowali własne wyroby- przepyszne wprost dżemy owocowe (kilka rodzajów), miód oraz pyszne chlebki i śniadaniowe gofry. Do tego wędliny, sery, pasztet i pastę kawiorową. Wszyscy bardzo przyjaźni, podchodzili, witali się. Można było poczuć się chwilę częścią ich świata. W dalszej kolejności objechaliśmy kolejne wysepki, w których urzekające były typowo szwedzkie, kolorowe, drewniane domki, nagie skały, morze i zapach ryb. W miasteczku Skarhamn zaobserwować mogliśmy szereg łodzi, które posiada tu chyba każdy mieszkaniec. W jednej łodzi starsza para siedziała sobie na górnym pokładzie i popijała winko i właśnie wypływała na morze. Inna wpływała: kobieta przygotowywała linki, by móc zacumować, a mężczyzna siedział za sterem. Jakiś taki zbyt typowy podział ról Wszystkich łączyło jedno: biedni to oni nie byli. Ale nie zazdroszczę, bo kto wie, jakie tam życie po powrocie z tej łodzi na nich czeka. Ala przespała prawie cały pobyt w tym mieście, dalej w kierunku Smogen musieliśmy przeprawiać się promowo, promy przeważnie pływają co 15-20 minut, także tragedii z czekaniem nie ma, a jest możliwość chwilowego odpoczynku od jazdy. Wyspę Orust liznęliśmy tylko na przełaj, nie było już czasu, by odbijać na położone przy morzu miasteczka. Tym bardziej, że to w Smogen jest najsłynniejsza promenada z domkami, jest w tej miejscowości jakiś urok, ale jednocześnie całkiem spory ruch turystyczny trochę starszej grupy wiekowej, z wyglądu nieco snobistycznej mógłby spłoszyć co niektórych. Jak przyjechaliśmy to na boisku obok rozgrywał się właśnie mecz piłki nożnej dziewcząt, jak poinformował mnie mój mąż podobno Szwedzkie babeczki udzielają się w tym temacie (chociaż może to być ściema, mój mąż często puszcza mi odpowiedź nie popartą żadnymi faktami). Kiedy uporaliśmy się ze Smogen nastał czas na Fjallbackę, w drodze moje dziecko dostało ataku śmiechu, dzięki takim czy innym momentom utwierdziłam się w przekonaniu, że ta podróż dała jej wiele dobrego. Chociażby naszej obecności i uważności 24 h. Córeczka odziedziczyła trochę przekory i charakterku po mamie w związku z czym najwięcej radości sprawiało jej przegryzanie gumowej części zabawki i wołanie mnie, gdy nie patrzyłam. „Mamo, popatrz, zwróć na mnie uwagę” – jeśli jest uwaga i miłość nothing else matters. Wróooooć- Fajllbacka. No oczywiście, nie pasowała zupełnie do moich wyobrażeń z książki, ale pamiętam, że po wywiadzie z Lackberg w Wysokich Obcasach i zdjęciu Fjallbacki byłam przygotowana psychicznie na tę ewentualność. Aczkolwiek Fjallbacka jest naprawdę urokliwym, fascynującym i pięknym wizualnie miasteczkiem. Dzięki jednemu z przewodników jakie przeczytałam dowiedziałam się o klifie Kungsklyftan znajdującym się na górze Vetteberget. Podejście nie jest, aż tak strome (sama skała ma 74 metry), a po drodze można podziwiać olbrzymie kamienie, które „utknęły” między skałami. Podobno film na podstawie powieści Astrid Lindgren „Ronja, córka rozbójnika”, kręcony był właśnie tam. Na mnie największe wrażenie zrobił widok z samej góry, możliwość dreptania po nagich skałach, obserwowania okolicznych wysepek, łodzi. Ala niesiona w nosidełku, który przechodził swój chrzest, spisała się znakomicie. Odetchnęliśmy z ulgą, bo oczywiście w polskim plenerze nie sprawdziliśmy jak się zapatruje na ten sposób zwiedzania, jedyne co włożyliśmy ją tam w domu, na sekundę, daliśmy zbadać każdą stronę paluszkami i skoro na buźce pojawił się uśmiech uznaliśmy, że będzie ok. I było Zrobiliśmy jeden błąd na górze, chciałam zobaczyć co się znajduje po drugiej stronie góry, bo wydawało się, że nie jest to wielki odcinek, rozdzieliliśmy się na zasadzie: ja idę obczaić górę, a tata z Alą idą już na dół po stromych, drewnianych schodach i po szlaku i tak sobie myślę, że to głupota była, tym bardziej, że ludzi nie było aż tak dużo. Nie jesteśmy (co pewnie widać po tej decyzji) doświadczonymi piechurami, dlatego trzeba zachować środki ostrożności. Ale jak już pisałam, to nie było długie i wymagające podejście więc trochę jesteśmy rozgrzeszeni. Nocleg, tym razem w Tanumshede, powiązanym z powieściami komisariatem policji. W pokoju przeważał drewniany wystrój, misy i dzbanki na toaletce idealnie tu pasowały. Domek szeregowy dzieliliśmy wraz rodziną Norwegów z dwójką dzieci. Pomimo wrzasków dzieci rodzice byli tak anielsko spokojni, że aż miło było słuchać tego hałasu Hotel znajdował się blisko z głównej drogi z południa na północ. Najfajniejsze na północy jest to, że nie traci się dnia. Mam na myśli wciąż jasne niebo, do późnych godzin wieczornych. Mimo 23 godziny w pokoju panował leciutki półmrok, charakterystyczny dla naszej 20, 21. Ale jednak zmęczenie robi swoje. Padamy za chwilę jak muchy nie zważając na światło wpadające do pokoju. Rano na śniadaniu Ala znajduje kompankę w postaci norweskiej dziewczynki, dziewczynka naśladuje jej kręcenie głową na wszelkie próby podejścia do jedzenia. Mają z tego ubaw. W kronice pobytowej natykam się na wpis Polaków odnośnie noclegu. Brakuje według nich palnika w kuchni, którego brak my zauważamy po jakiejś chwili, który przy krótszym pobycie w sumie nie ma znaczenia, przy dłuższym może faktycznie. Żegnamy się z Panią i jedziemy zobaczyć ryty skalne z epoki brązu wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Robi to wrażenie, ponieważ „malunki” utrzymane są w świetnym stanie, przedstawiają sceny z ówczesnego życia mieszkańców, łodzie wikingów, walki, zwierzęta. Naprawdę to było tak dawno?? Po drodze leżało pełno brązowych ślimaków, ponieważ w nocy trochę pokropiło. W drodze powrotnej na południe mijaliśmy z powrotem Tanumshede, gdzie zostawiłam elektryczną szczoteczkę oraz zaliczyliśmy obiad i kąpiel w morzu w Varbergu, mieście portowym i ośrodku morskim. Znajdują się tutaj trzy godne polecenia obiekty: Varbergs Fastning- twierdza, Societehuset , drewniany pawilon, gdzie obecnie mieści się restauracja, gdzie podają amerykańskie dania oraz pomost z drewnianym budynkiem po środku którego znajduje się woda. Twierdzę darowaliśmy sobie ze względu na brak czasu i zainteresowania. Na obiad początkowo planowaliśmy zjeść ryby i owoce morza, jak to w mieście portowym. Okazało się jednak, że targ rybny otwarty jest tylko w określone dni, a w całym porcie nie ma możliwości zjedzenia ryby w niedzielę! Wyobrażacie sobie taką sytuację nad polskim morzem?? Bo ja nie Tylko pizza, fast-foody, ew. budka z sushi..Więc zjedliśmy w zabytkowym pawilonie, pyszne „amerykańskie” żeberka, aczkolwiek obsługa była miła i sympatyczna, a otoczenie urokliwe. Potem przyszedł czas na kąpiel i pierwszą styczność naszego dziecka z plażą.. która okazała się „katastrofą”, bo nasza córeczka się rozpłakała czując piasek pod stopami Tego to my się nie spodziewaliśmy Więc ja skorzystałam z kąpieli wodnej podziwiając duże okazy meduz oraz obserwując biegającego pod nogami kraba. Wracając do samochodu wdaliśmy się jeszcze w krótką pogawędkę z małą dziewczynką i Panią w burce po czym pomknęliśmy na noc do Malmo. Jeju, ale to miasto mnie rozczarowało. Zatrzymało się w świetności w latach 90 i tak już sobie trwa..Nie dość, że przeraźliwie wiało, to obiektów do zwiedzania było niewiele, a już zaniedbany teren dookoła Malmohus skutecznie nas zniechęcił do zwiedzania. Dlatego skupiliśmy się na spacerze po Stortorget, Gamla Staden oraz HSB Turning Torso, zakręconej wieży, będącej budynkiem mieszkalnym, ciekawym ze względu na swoją bryłę i stopień skrętu budynku od podstawy, który wynosi 90 stopni. Zanim popłynęliśmy w powrotny rejs do domu pojechaliśmy jeszcze na punkt, z którego rozpościerał się piękny widok na Most nad Sundem, który ma około 16 km i łączy Malmo z Kopenhagą. Dla mnie- fanki mostów to nie lada gratka!:) Nie planowaliśmy przejazdu, ze względu na cenę oraz fakt, że dla nas nic nie będzie się równać z ukochanym Golden Gate Ale kto wie, może następnym razem się skusimy? Ogólnie wycieczka dostarczyła nam niesamowitych wrażeń i wachlarzu emocji, utwierdziła w przekonaniu, że podróżowanie z małym dzieckiem nie musi być straszne, a wręcz dostarcza wiele radości i umożliwia przebywanie ze sobą 24 na dobę, ukazała całe spektrum niesamowitych krajobrazów i przeżyć. Jesteśmy pewni, że jeszcze kiedyś do Szwecji wrócimy, choćby odwiedzić jej środkową i wschodnią część. Bo na pewno warto!

czytaj całość Skomentuj
Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie (MAZURY, koło Mikołajek) 2

Kochani, jesteśmy właśnie po uroczym weekendzie na Mazurach i muszę powiedzieć, że jest tam gdzie wypocząć i napawać się pięknymi widokami:)Jakby ktoś był zainteresowany miejscówką do spania- to proszę pisać w komentarzach, bo ten wpis traktować będzie wyłącznie o Parku Dzikich Zwierząt im. prof. Benedykta Dybowskiego,który koniecznie musicie odwiedzić z rodziną lub samemu. Nie miałam wcześniej okazji chodzić wśród zwierząt, dlatego dla mnie była to nie lada atrakcja, nie wspominając już o radości mojego dziecka. Zwiedza się z przewodnikiem,przechodząc przez drewniane schodki zagród. Czas trwania: około 1,5 godziny. A koszt biletu wynosi 18 zł za osobę. Dzieci do 3 lat gratis, a powyżej- 9 zł. Można tutaj zobaczyć wiele fajnych gatunków zwierząt i ptaków: dziki, łosie, wilki, sarny, orła, sowę etc. Ogromnie polecam:) A dla zachęty wrzucam foty!

czytaj całość Skomentuj
img
Wyrażam zgodę na otrzymywanie wiadomości zawierających informacje handlowe o wyprzedażach, promocjach oraz innych akcjach specjalnych serwisu TRIPTELNIK.PL na podany przeze mnie adres e-mail.
Zapisz się do newslettera, a otrzymasz rabat na zakupy, oraz informacje o nowościach i promocjach
Wszystkie prawa zastrzeżone dla Triptelnik.pl Projekt i realizacja: Maxsote.pl 2015
do góry
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl